Wegańskie drożdżówki. Sierpniowe

_1040789.JPG

Wegańskie drożdżówki wydają się być nudnym i oklepanym tematem w kulinarnej blogosferze.

Można odnieść, zresztą słuszne, ważnie, że piekli je już niemal wszyscy i nie ma tym temacie już nic do powiedzenia. Temat przerobiliśmy milion razy. Jednak  nie ma chyba zdjęcia drożdżówek na moim Instagramie czy Facebooku, pod którym nie pojawiają się zapytania o przepis. Wydaje się, że pomimo mody na diety bezglutenowe, bezcukrowe czy surowe, temat pt. „wegańskie drożdżówki” wydaje się być wciąż na topie. Czasami mam wrażenie, że gdy wchodzę do wegańskiej knajpy moja buzia dużo bardziej cieszy się na widok puchatych, słodkich bułeczek niż jakieś „Ą-Ę” ciasta z nasion chia. Nawet nie będą wspominać co dzieje się ze śliniankami… Szaleją. Czytaj dalej

Wegańskie drożdżówki z czekoladą

IMG_0155

Jakby to powiedziała moja Babcia – mam smykałkę do ciasta drożdżowego. Lubię ciasto drożdżowe, a ciasto drożdżowe lubi mnie. Wypieki to sposób na odreagowanie stresu dnia codziennego i niejednokrotnie po kolejnej porcji zdjęć drożdżówek na moim Instagramie, można wnioskować, że mam za sobą czas pełen wrażeń. Mieszanie i ugniatanie ciasta najzwyczajniej w świecie mnie uspokaja, a zapach ciepłej drożdżówki wypełniający mieszkanie sprawia, że robi się domowo na wskroś. Można poczuć się dobrze i bezpiecznie. Dlatego ilekroć świat daje mi popalić, tylekroć w domu pojawiają się bułeczki, drożdżówki, chlebki, pizze, focaccie, ślimaczki z nadzieniem słodkim i wytrawnym.  Czytaj dalej

Wegańskie jagodzianki

IMG_0180

Ostatni czas spędziłam w rodzinnym domu, co wieczór kiedy za oknem szalał tylko deszcz i wiatr, wraz z moimi małymi siostrzenicami zabierałam się za przygotowanie kolejnych partii jagodzianek, które tego lata upodobałam sobie szczególnie. Będąc w Poznaniu piekę niewiele, głównie dlatego, że nie ma komu tego jeść, natomiast w moim rodzinnym domu jest całkowicie odwrotnie. Z reguły osób jest tyle, że właściwie połowa wypieków znika jeszcze ciepła. Dla mnie każdy wyjazd w rodzinne strony jest podróżą sentymentalną. Pamiętam wakacje, kiedy niemal codziennie wypiekałam rogaliki drożdżowe i chałki na śniadanie dla całej rodziny. Miałam swoją ulubioną, totalnie oldskulową książkę o kuchni żydowskiej, do której zaglądałam szczególnie często. Na przemian przeglądałam też książki z kuchnią świata i polską. Kombinowałam z przepisami. Zawsze starałam się dodać coś od siebie i ta przypadłość towarzyszy mi do dziś. Pamiętam sporo mało udanych eksperymentów, ale też swoje pierwsze kulinarne sukcesy.

Uwielbiam wyrabiać ciasto drożdżowe na stole prababci Julianny, stole przy którym zjedliśmy niezliczoną ilość posiłków, przy którym dyskutujemy, śmiejemy się i kłócimy. Jak to w rodzinie. Czytaj dalej

Wegańskie bajgle

IMG_1011

Z bajglami oswajałam się od kilku miesięcy, choć plany, aby wypiekać je samodzielnie w domu, towarzyszą mi co najmniej od czasu, kiedy zaczęłam pisać bloga Hello Morning, czyli circa 7 lat temu… Wierzyć mi się nie chce, że mam za sobą tyle lat pisania, a przede wszystkim dzikiego gotowania. Owszem z przerwami, ale nie dłuższymi niż miesiąc, kiedy uczyłam się do egzaminów w trakcie studiów. Jakby nie patrzeć, gdyby Hello Morning było dzieckiem to właśnie kończyłoby pierwszą klasę podstawówki.  Zawsze, gdy zapominam ile lat tworzę bloga, myślę w jakim wieku jest mój siostrzeniec Jędrek i odwrotnie. Kiedy zastanawiam się na wiekiem Jędrka, przeliczam szybko od kiedy piszę Hello Morning. Zaglądam czasami na bloga, którego pisałam jeszcze pod starym adresem i myślę sobie: „Nieźle się maleńka, rozwinęłaś”. Muszę się  Wam przyznać, że mam też czasami poczucie, że jednak byłam kiedyś bardziej kreatywna, bo źródeł inspiracji, a nawet dostępność produktów była dużo mniejsza, więc trzeba było kombinować. Owszem, nie zawsze osiągało się pożądane efekty, ale uczyłam się i rozwijałam. Odkrywałam i miałam poczucie przecierania szlaków, które przestaje mi powoli towarzyszyć.  Czytaj dalej

Wegańska Wielkanoc, czyli pomysły na roślinne Święta

Wielkanoc mogłaby dla mnie nie istnieć. Nie byłoby nic dziwnego, gdy skończył się rok, a ja przegapiłabym te wiosenne święta, nie mając poczucia, że coś mi umknęło. Kiedy byłam dzieckiem był „zajączek”, czyli hasanie po lesie w poszukiwaniu ukrytych koszyków przepełnionych słodyczami oraz zbieranie małych, czekoladowych jajeczek rozsypanych w trawie w ogrodzie rodziców. Teraz jednak jesteśmy dorośli i cała magia świąt, gdzieś się ulotniła. Jedyną zaletą, jaką obecnie dostrzegam to chwila odpoczynku i pyszne, domowe jedzenie, które serwujemy sobie z tej okazji. Wiadomo – jest jedzenie, jest zabawa. W każdym razie dla mnie.

Z punktu widzenia działań na rzecz zwierząt święta Wielkanocne są dobrym punktem zaczepienia, aby podjąć społeczną dyskusję na temat hodowli przemysłowej kur niosek. Stąd liczne happeningi Otwartych Klatek organizowane w całej  Polsce pod tytułem „Jak one to znoszą?„, podczas których  było można obejrzeć w obrazie 3D przy pomocy specjalnych gogli życie kur na fermach przemysłowych. Dzięki wykorzystaniu technologii Virtual Reality, która daje możliwość odtworzenia obrazu zarejestrowanego kamerami 360° przechodnie na ulicach miast, w których odbywała się akcja mogli przenieść się na chwilę na jedną z takich hodowli i zobaczyć jak dramatycznie wyglądają warunki, w których żyją kury. Odniosłam wrażenie, że w tym roku dyskusja na temat fabryk jajek, bo inaczej nie można nazwać hodowli przemysłowej kur niosek była głośniejsza, niż zwykle. Głos zabrali celebranci – Robert Makłowicz czy Joanna Krupa, a akcję wsparł nawet magazyn kulinarny Kukbuk. Wydaje mi się, że świadomość społeczna jest coraz większa, co nie oznacza, że możemy uznać, że nie mamy już nic co zrobienia. Tak naprawdę najwięcej wciąż przed nami…

Jak dobrze wiecie, w mojej kuchni nie znajdziecie jaj. Czy oznacza to biedę na świątecznym stole? Bynajmniej. Wegańskie wielkanocne śniadanie pełne jest smakowitych przekąsek i potraw. Nie staram się na siłę podrabiać jajecznych smaków, więc poza pastą bezjajeczną, tofucznicą, cieciornicą czy majonezem z solą Kala Namak nie znajdziecie nic, co pozoruje smakiem czy wyglądem jaja. W tym roku nie przygotowałam specjalnych wielkanocnych wpisów, gdyż zwyczajnie zabrakło mi czasu, aby zrealizować wszystkie pomysły, dlatego przypomnę kilka receptur, które ukazywały się na stronie wcześniej, a nowe świąteczne rozwiązania zaproponuję za rok.

Moje propozycje nie będą wielce innowacyjne, ale mają jedną, wielką zaletę. Z reguły nie są pracochłonne, a co ważniejsze przygotowane są zazwyczaj z  dostępnych składników.Pod nazwami poszczególnych smakołyków znajdują się linki do postów z przepisami. Dlatego klikajcie, czytajcie i gotujcie! Powodzenia! Czytaj dalej

Wegańska pizza Margherita. Z roślinną mozarellą

IMG_0158

Ostatnio mam w głowie sporo rozkmin, a nastroje dokładnie takie, jak pogoda na oknem – na zmianę słońce, deszcz i grad. Myślę sobie, że kiedy ma się do czynienia z krzywdą w dużych ilościach to może stać się dla człowieka przytłaczające. Choć z drugiej strony zawsze, kiedy ktoś mi mówi, że mam trudną pracę, ja uśmiecham się i mówię, że nie jest źle. Z reguły staram się całą rozmowę obrócić w żart. Oczywiście jest to reakcja obronna i niechęć opowiadania, jak źle czy ciężko bywa. Niektórzy się nie przejmują, ale ja tak. Wszystkim. Jestem osobą, która się martwi. Pracuję nad tym, ale wszystkiego nie zmienię. Dużo łatwiej opisać swoje odczucia na blogu niż opowiadać o nich w kawiarni przy kawie, bo przecież nikt z Was nie patrzy mi w oczy. Tylko, że ja już tak nie umiem. Kiedyś potrafiłam, ale wszystko płynie, a ludzie się zmieniają. W sumie może nie tyle ludzie, co okoliczności. Raczej nie zmienia się sposób w jaki postrzegam świat i nadal czuję go mocno, chyba nawet trochę mocniej niż kiedyś. Wciąż nadmiernie wrażliwa smucę się złem, przemocą, niesprawiedliwością. Krzywdzonymi dziećmi, zwierzętami, biedą, nędzą i głodem. Jednak sposób radzenia sobie ze stresem i dopadającą chandrą, gdy tylko zbyt dokładnie zaczynam analizować życie jest zupełnie inny. Teraz nie mam potrzeby, aby o tym opowiadać. Kiedyś lubiłam opisywać to, co mnie boli. Słowa, zwłaszcza te pisane, okazały się niewystarczającym sposobem na uporanie się z rzeczywistością. Zresztą i tak żyjemy w świecie, który raczej nie głaszcze i nie łaskocze, dlatego nie chcę tworzyć tu przestrzeni, która będzie dokładała cegiełkę do budowania nieprzyjaznej przestrzeni. Idę w innym kierunku. Oczywiście nie udaję, że zło i brzydota nie istnieją, ale myślę, że potrzebna jest nam przeciwwaga dla tego, co nas otacza i przytłacza. Dlatego tutaj, na mojej stronie, facebooku, instagramie, a nawet snapchacie (hello-morning) ma być miło, przyjaźnie, pokojowo. Smacznie, kolorowo i przede wszystkim wegańsko. Zawsze się śmieję, gdy słyszę, że kuchnia roślinna musi byś smutna, a moje życie przypomina ascezę. Otóż wręcz przeciwnie. Moje talarze są piękne, wesołe, pyszne. Krzyczą kolorami i proszą o dokumentowanie na zdjęciach. Z reguły zimą jem kasze, pieczone warzywa, strączki i pesto ze wszystkiego, z czego można je przygotować. Raczej prosto. Jednak kiedy nachodzi mnie ochota na pizzę nie muszę sobie żałować. Zobaczcie sami! Czytaj dalej

Drożdżówki zawijane z nadzieniem z orzechów włoskich i cynamonu

IMG_1321

Pamiętam zwrot akcji, jaki nastąpił w mojej wegańskiej kuchni, kiedy okazało się się, że ciasto francuskie dostępne w wielu popularnych sklepach jest roślinne. Były to czasy, kiedy nie wiedziałam, co to jest Facebook, a całą swoją wiedzę na temat tego, co w wegańskim świecie piszczy czerpałam z forum hardcore.pl. Ech… piękne czasy, aż łza w oku się kręci… Dla mnie wegańskie ciasto francuskie było fajną opcją, ale najbardziej cieszyło moją pragmatyczną Mamę, która uwielbia proste rozwiązania, czyli ograniczenie czasu gotowania i pieczenia do niezbędnego minimum. Stąd powinniście zobaczyć zdumienie w jej oczach, kiedy przygląda się, jak ja czy moje siostry siedzimy godzinami nad garami i coś tam kombinujemy…. Zasadniczo ciasto francuskie przez długi czas gościło w lodówce moich rodziców niemal zawsze, gdy ich odwiedzałam, co pozwało w krótkim czasie przygotować dla mnie jakiś smakołyk. Jako studentka też chętnie po nie sięgałam, bo w mgnieniu oka można było przygotować masę ciastek, tartę, rogaliki. Idealnie sprawdzało się w wersji wytrawnej i na słodko. W końcu jednak moda na ciasto francuskie przeminęła zarówno w mojej, jak i mojej Mamy kuchni i teraz pojawia się sporadycznie. Czytaj dalej