Wegański mazurek kajmakowy

P1000123.JPG

Urządziłam sobie mały maraton wpisów i… wypieków. Zaczęłam niewinnie  – od serniczka, potem wjechało brownie, które przygotowałam specjalnie na Światowy Dzień Czekolady, a trzecim muszkieterem jest … wegański mazurek kajmakowy. Klasyczny i nie wymagający wielce wyszukanych składników. Absolutnie słodki, kruchy i niestety pyszny tak, że zniknął szybciej niż się tego spodziewałam, ale z kubkiem czarnej kawy wchodził jak nóż w masło i wszelkie deklaracje o usunięciu cukru z diety spaliły się na panewce.  Oczywiście umysł szybko sobie to wszystko zracjonalizował i rozsądnie uzasadnił, tak, że wyrzuty sumienia zgasił rozsądek. Nie jestem dobra w wielu rzeczach, ale racjonalizowanie sobie rzeczywistości opracowałam niemal do perfekcji.  Czytaj dalej

Klasyczny wegański sernik. Idealny.

_DSC0174

Wiem, że zbliża się Wielkanoc, a ja na domiar złego publikuję tutaj przepis na klasyczne ciasto tych świąt, czyli sernik, oczywiście w jego lepszej, wegańskiej odsłonie i może wypadałoby tu rzucić klika zdań o zbliżających się dniach, ale naprawdę nie mam w tym temacie nic do powiedzenia. W zasadzie z punktu widzenia weganki Wielkanoc, podobnie zresztą jak inne święta to wątpliwy powód do radości. Wielkanoc oznacza wzrost konsumpcji mięsa i produktów odzwierzęcych. Jeżeli więc ktoś ma tu swoją Kalwarię to zwierzęta… Ała, powiedziałam coś, czego nie powinnam poruszać serwując sernik? Prawda jest taka, że za kiełbasami, pasztetami, pieczeniami, jajkami, paschami, sernikami stoi bardzo realne cierpienie zwierząt. Warto chociaż częściowo zamienić mięso i nabiał na roślinne odpowiedniki. Na moim blogu możecie znaleźć przepis na pyszny pasztet z zielonej soczewicy, smakowitą pastę bezjajeczną, idealną na święta sałatkę z burakami. Roślinny majonez? Żaden problem! Wyszukacie go zarówno w tym, jak i w tym przepisie. Bazą dla majonezu może stać się nawet słonecznik! Możecie też sięgnąć po pieczeń w kalafiora z sosem chrzanowym. Idealnie sprawdzą się też kotleciki z tempheu lub grillowany w piekarniku kalafior. Niedawno pojawiły się też wegańskie białe kiełbaski

Słodkie? Co powicie na aromatyczną drożdżową babkę z rozmarynem? Pochwałom tego przepisu nie było końca. Serniczek znajdziecie poniżej, a gdy komuś mało  zawsze może poszperać w wyszukiwarce na mojej stronie szukając chociażby pod nazwą tofurnik. Na mazurek przepis jeszcze się pojawi w tygodniu, ale dla tych bardziej liberalnych znajdzie się przepyszne banoffee pie. Do śniadania wielkanocnego poleca się zielony koktajl, który uczyni stół na wskroś świątecznym.  Czytaj dalej

Wegańskie drożdżówki z czekoladą

IMG_0155

Jakby to powiedziała moja Babcia – mam smykałkę do ciasta drożdżowego. Lubię ciasto drożdżowe, a ciasto drożdżowe lubi mnie. Wypieki to sposób na odreagowanie stresu dnia codziennego i niejednokrotnie po kolejnej porcji zdjęć drożdżówek na moim Instagramie, można wnioskować, że mam za sobą czas pełen wrażeń. Mieszanie i ugniatanie ciasta najzwyczajniej w świecie mnie uspokaja, a zapach ciepłej drożdżówki wypełniający mieszkanie sprawia, że robi się domowo na wskroś. Można poczuć się dobrze i bezpiecznie. Dlatego ilekroć świat daje mi popalić, tylekroć w domu pojawiają się bułeczki, drożdżówki, chlebki, pizze, focaccie, ślimaczki z nadzieniem słodkim i wytrawnym.  Czytaj dalej

Różane drożdżówki niezgody. Wegańskie zawijańce z konfiturą z płatków róży

_DSC0016

Dzisiejszy przepis na różowe zawijańce drożdżowe, powstałe dzięki inspiracji recepturą z niezwykle pięknego bloga Candy Company, to ciastka niezgody. Kiedy ich zdjęcia zaczęły pojawiać się na moich profilach społecznościowych, odbiorcy i odbiorczynie moich publikacji natychmiast ruszyły z odsieczą – „wyglądają obrzydliwie jak mięso”. Podzielili się na tych, którzy wiedzą  w nich  mięso i na tych, którzy dopatrują się w nich odchodów jednorożca. Ja sama poczułam się tak, jakbym właśnie zdradziła swój weganizm. Jakbym co najmniej pochłonęła jakieś zwierzę. Z tym, że ja nie widziałam w nich mięsa… Może dlatego, że jest to dla mnie zbyt odległy i abstrakcyjny temat?  A może dlatego, że ostatnie mięso z jakim miałam bezpośrednio do czynienia było ludzkie mięso, zatopione w formalnie na zajęciach z anatomii? No dobra jeszcze na medycynie sądowej i praktykach wakacyjnych też się napatrzyłam na ludzką tkankę mięśniową, dziękując wówczas losowi szczególnie za bycie weganką. W końcu ta zwierzęca – ptaków czy ssaków, które większość jada, nie różni się specjalnie od ludzkiej.

Mam nadzieję, że nikt po tym wyznaniu nie puścił pawia na monitor. Gwoli ścisłości – szalenie szanuję zwłoki osób, które oddały swoje pośmiertne ciało do uczelnianych prosektoriów, umożliwiając studentom i studentkom naukę. Kształcą kolejne pokolenia lekarzy.  Czytaj dalej

Odwrócone ciasto z figami i rozmarynem, czyli upside down cake

img_0877

Niedawno na Instagramie Blimsien zobaczyłam zdanie:”straciłam kontakt z wieloma osobami, którymi kiedyś byłam i jakoś nie tęsknię. Zostały tylko te najfajniejsze”. Przeczytałam i poczułam jak literki, z których składały się te słowa trafiają prosto w moje serce. Dokładnie to czuję. Częściej spoglądam do przodu, ale jako stworzenie refleksyjne włączam czasami w swoim życiu przycisk pauzy i patrzę za siebie, a dokładnie na rzeczy, miejsca, ludzi i w końcu na dawną mnie sprzed roku, trzech i nawet dziesięciu lat. W zasadzie niczego nie żałuję, bo gdy tylko myślę, że mogłam coś zrobić inaczej, szybko uświadamiam sobie, że nie byłabym tutaj, a jestem obecnie w tym punkcie życia, kiedy czuję się naprawdę szczęśliwa, spełniona i na miejscu. Udało mi się znaleźć w sobie to, co lubię i co chciałabym pielęgnować. To nie jest tak, że cały czas jest różowo, fioletowo, brokatowo i tęczowo – słowem idealnie i bezproblemowo. Oczywiście, że mam sporo kłopotów, że nie mam lekkiej i dobrze płatnej pracy,  nie otacza mnie masa przyjaznych mi osób, bo generalnie na życie towarzyskie nie mam czasu. Jestem szczęśliwa mimo wszystko. Nawet wtedy, gdy się wściekam, gdy coś nie jest takie, jak oczekiwałam, gdy zwyczajnie i po ludzku nie idzie mi najlepiej. Dużo szybciej niż kiedyś otrzepuję się z porażek i staram się przeć do przodu i nie rozczulać za bardzo. Doceniam ludzi, zwłaszcza tych, którzy nauczyli mnie, że można być z kimś blisko, nawet, gdy jest się daleko od siebie i nie widzi się miesiącami… Czytaj dalej

Podwójnie czekoladowe muffiny z kremem czekoladowym

IMG_0452
Muffiny i capcakesy, czyli muffiny z „czapeczką” kremu na wierzchu wydają się być delikatnie mówiąc niemodne. Mam wrażenie, że lata świetlności mają po prostu za sobą. W dobie, kiedy coraz więcej mówi się o zdrowym odżywianiu jedynie bezglutenowe babeczki z kremem czekoladowym z awokado i bananów czy lemon curd z orzechów nerkowca, oczywiście wszystko bez użycia cukru rafinowanego, mają naprawdę szansę na zauważenie i przede wszystkim na docenienie. Ja sama nie jestem wielką entuzjastką kremów. Torty jadam tylko od święta i zdradzę Wam, że podczas ostatniej wizyty w berlińskim Goodies, choć zamówiłam sobie kawałek tortu, które są tam naprawdę udane i bez ściemy, najbardziej jarałam się drożdżowym, cynamonowym ślimakiem, który jadłam dzień później w tym samym lokalu do porannej kawy. Ze wszystkich wypieków liczą się dla mnie tofurniki i inne bezserniki oraz właśnie wypieki drożdżowe, których nieskromnie mówiąc jestem mistrzynią. W sezonie letnim biszkopt czy beza z owocami też może być. Oczywiście dobrej szarlotki też nigdy nie odmówię. Co tu dużo gadać. Lubię zwyczajne ciasta, które kojarzą mi się z dzieciństwem i domem.

Czytaj dalej

11 przepisów z udziałem dyni, czyli podsumowanie sezonu…

halloween

Wiem, wiem. Zaraz znajdą się jacyś malkontenci biadolący, że wszędzie ta dynia i dynia i blogerzy to chyba jakąś książkę o tym, jak pisać, żeby inni chcieli ich czytać, przerobili. Narzekania na to, że wszyscy gotują, piszą i promują na swoich stronach to samo. Co za bieda! 😉 Ja już dawno pogodziłam się z faktem, że w kuchni trudno o niepowtarzalność. Po prostu. Nie będę też narzekać na to, że promowana jest kuchnia sezonowa, bo z wielu przyczyn – od zdrowotnych i smakowych, przez ekologiczne – po ekonomiczne jest ona  dla nas najlepsza. Dlatego ja po dynię sięgam wciąż i z ogromną przyjemnością. Żałuję tylko, że nie udało mi się opublikować wszystkich zaplanowanych w tym roku z przepisów i z przykrością muszę stwierdzić, że  już mi się to pewnie nie uda tej jesieni. Po pierwsze sezon się skończy, a ja za dni kilka zmykam stąd na małe wakacje i kiedy wrócę będzie niemal połowa listopada, czyli czas, aby przygotować serię przepisów … bożonarodzeniowych. Tak, tak. To nie żart!
Czytaj dalej