Lunch/obiad, Weganie na wakacjach

10 pomysłów na roślinny lunch idealny na upały

Wygląda na to, że upał nie opuści nas w najbliższym czasie, ale czyż nie czekaliśmy na lato? Oczywiście byłoby łatwiej, gdybyśmy żyli w kraju sjest, gdzie spadek produktywności związanej z porą roku byłby nie tylko rozumiany, ale i akceptowany przez pracodawców, gdzie w trakcie dnia, w najbardziej uciążliwe dla organizmu godziny mogli po prostu odpocząć, a przestawić się trochę bardziej na wieczorne życie.

W upały nie chce się gotować i za bardzo nie chce się też jeść. Najchętniej sięgamy po lekkie przekąski, chłodniki, sałatki. Sprawdzą się też szybkie dania z makaronem . Nie są to może wybitnie odżywcze przepisy, ale na pewno będą stanowić dobrą przekąskę na lunch w ciągu dnia. Wieczorem możecie sięgnąć po coś konkretniejszego i bardziej sycącego. Wygląda na to, że trzeba trochę zmodyfikować styl odżywiania na śródziemnomorski.

Czytaj dalej „10 pomysłów na roślinny lunch idealny na upały”
Wypieki i słodycze

Sezamowe ciastka żytnie z czekoladą

P1180155

Ostatnimi czasy bardzo rzadko weganizuję znane lub znalezione w sieci przepisy. Jak już szukam jakiś nowych pomysłów to w oceanie receptur, które krążą po sieci, od razu poszukuję takich, które z założenia są roślinne. W zasadzie teraz do czegokolwiek nie dopiszemy określania veganmożemy być pewni, że każda wyszukiwarka podsunie nam masę pomysłów na wybrane danie. Kiedyś było nieco trudniej i sporo wymyślałam sama. Obecnie, nawet jak wydaje mi się, że mam genialny pomysł na wegańską wersję jakiegoś klasyku, googlując szybko przekonuję się, że ten genialny pomysł miało średnio ze 100 osób w różnych zakątkach świata. Globalizacja umysłów. Niemniej zdarza mi się trafić na jakiś przepis, który koniecznie chcę wypróbować, ale muszę pokombinować trochę ze składnikami, aby był roślinny. Tak było z tymi ciastkami. Czytaj dalej „Sezamowe ciastka żytnie z czekoladą”

Lunch/obiad, Weganie na wakacjach

Reuben z tempehem

P1180245

Podobno Nowy Jork albo się kocha, albo nienawidzi. Pomimo, że przed wyjazdem do największego miasta Stanów Zjednoczonych słyszałam totalnie skrajne opinie na jego temat, czułam pod skórą, że się polubimy i nie myliłam się w ogóle. Może nie jest to miejsce, w którym chciałabym zamieszkać i żyć, choć nie obraziłabym się, gdybym miała kiedyś okazję spędzić tam kilka tygodni lub miesięcy. Fajnie byłoby naprawdę dobrze poznać miasto, więc jestem pewna, że jak tylko nadarzy się okazja wrócę tam i to nie raz. Nie zachwycił mnie Time Square czy Wall Street, ale widok ze 108. piętra  Empire State Building robi na człowieku wrażenie. Dobrze czułam się na Brooklynie, w Central Parku, Bryant Parku czy Prospect Parku, w okolicach którego zamieszkaliśmy. Podobały mi się muzea, galerie, sklepy z książkami. Miło spacerowało się po Greenwich Village czy Williamsburgu, ale dobrze wspominam też Harlem czy Queens, który kojarzył mi się gównie z hip-hopowymi klipami. W naszych nowojorskich wędrówkach dotarliśmy nawet na Bronx, gdzie turyści raczej nie zaglądają, ale jak pominąć 1520 Sedgwick Avenue, czyli miejsce, gdzie narodził się hip-hop?

Dotychczas nie przygotowałam subiektywnego przewodnika po mieście, żadnego poradnika podróży, ani nawet wegańskiej mapy miejsc, gdzie polecam zjeść, ale Nowy Jork mnie przerósł. Nie byłam w stanie tego streścić. Może teraz, gdy od powrotu minęło kilka miesięcy, a ja nie czuję się tak przesycona informacjami, uda mi się zebrać te, które według mnie są naprawdę przydatne i pokażę Wam trochę Nowy Jork moimi oczami? Kto wie? Czytaj dalej „Reuben z tempehem”

Roślinne śniadanie

Nocna owsianka buraczno- jabłkowa

P1170428

Kolorowe śniadania to hit naszych ostatnich poranków. Stołujemy się jak prawdziwe wojownicze księżniczki lub jak stado jednorożców. Zupełnie, jakby z naszej lodówki wychodziła tęcza… Niby marzec, niby przedwiośnie, niby w kuchni powinno być teraz nudno, bo kolory dopiero do niej zawitają. Bynajmniej. Nasze śniadania się takie barwne, że powinny być serwowane na paradach równości! ❤

W poprzednim wpisie zapraszałam Was na cudowny marmurkowy koktajl z kilku zaskakujących składników: białej fasoli, buraka i jagód. Dziś znowu sięgam po burka, ale tym razem łączę go z jabłkiem.  W  dodatku to owsianka, z angielskiego nazywana – bricher, czyli rodzaj owsianki, którą przygotowuje się bez gotowania, a płatki owsiane miesza się z płynnymi składnikami wieczorem, aby rankiem mieć gotowe, odżywcze i pyszne śniadanie bez zbędnego zaangażowania w gotowanie. Wystarczy dorzucić owoce, orzechy i zajadać. Z powodzeniem można wpakować ją do słoika czy pudełka i zabrać do szkoły, na uczelnię czy pracy.  To dobry sposób dla zabieganych. Ja najbardziej lubię sięgać po bricher latem, bo zimą częściej wybieram owsianki na ciepło. Niemniej z nadzieją na wiosnę i lato, które nadchodzą wielkimi krokami podrzucam Wam przepis na nocą owsiankę z jabłkiem i burkiem. Czytaj dalej „Nocna owsianka buraczno- jabłkowa”

Lunch/obiad, Roślinne śniadanie, Zupy

Zielone Pojęcie, czyli zdrowe rozwiązanie dla zapracowanych

P1130489Gotowanie to moja wielka pasja. Mój sposób na odreagowanie codziennych stresów i na relaks. Czasami jest tak, że im trudniejszy mam dzień, tym bardziej skomplikowaną potrawę gotuję. Jedzenie cieszy mnie i sprawia dużo przyjemności. Lubię sprawdzać przepisy z ulubionych książek kucharskich, ale jeszcze bardziej tworzyć własne dania lub odtwarzać w wersji roślinnej  znane mi z dzieciństwa smaki. Niestety nie zawsze mam czas na zabawę w kuchni. Praca lekarza jest dość absorbująca. Zabiera nie tylko czas, ale też sporo energii. Nie zawsze mam więc siłę, aby stanąć przy garnkach, nie zawsze mam też na to ochotę.  Często mam ważniejsze sprawy na głowie, bo muszę poczytać i przygotować się do pracy. Mam dyżury, które czasami wyczerpują i wreszcie – mam życie osobiste – rodzinę, chłopaka, przyjaciół, dla których też muszę i chcę znaleźć czas. Wtedy gotowanie idzie w odstawkę. Chyba, że jest formą na spędzenie z nimi czasu.

Czytaj dalej „Zielone Pojęcie, czyli zdrowe rozwiązanie dla zapracowanych”

Lunch/obiad

Kurki w śmietanie roślinnej z kalafiora. Mój comfort food

_1040640.JPG

Wychowałam się na wsi. Wśród lasów i jezior. Równie szybko, jak pływanie, opanowałam sztukę zbierania grzybów. Było dla mnie czymś zupełnie oczywistym, że latem korzysta się z takich darów natury, jak grzyby, jagody, maliny, jeżyny. Już w czerwcu pojawiały się pierwsze kurki i  sezon na nie ciągnął się mniej więcej do września, w międzyczasie dołączały inne grzyby, takie jak kanie, prawdziwki, podgrzybki, kozaki, gąski, rydze. Do dnia dzisiejszego uwielbiam grzybobranie i właśnie za tymi rodzinnymi wypadami na grzyby do lasu, tęsknię szczególnie. Zawsze mam nadzieję, ze chociaż raz w trakcie sezonu, uda mi się grzybobranie zaliczyć. Taka magia rytuałów. Rodzice nauczyli nas zbierać grzyby, suszyć je i marynować.  Zawsze zdumiewa mnie, gdy słyszę od moich znajomych, że nie jedli nigdy kurek, rydzów czy kani. Jedyne grzyby, z którymi mieli do czynienia to pieczarki, a w porywach boczniaki czy grzybki mun. Czytaj dalej „Kurki w śmietanie roślinnej z kalafiora. Mój comfort food”

Bez kategorii

Co nowego w mojej kulinarnej biblioteczce? Hello Morning recenzuje.

IMG_0045.JPG

Na księgarskim rynku ostatnio zawrzało. Wegańskie i wegetariańskie książki kucharskie wyrastają na sklepowych półkach niczym grzyby na deszczu. Pojawiają się książki rodzime i ja sama z niecierpliwością czekam na premierę roślinnej kuchni Wegan Nerd, bo to klasa sama w sobie, ale ukazuje się też całkiem sporo przekładów i to one przez ostatnie tygodnie są promowane przez wydawnictwa i księgarnie, jak również licznie recenzowane w blogosferze. Trochę zdumiewa mnie fakt, że nie pojawiły się do tej pory polskie wydania książek Isy Chandry Moskowitz, bo gdyby to miało zależeć ode mnie, książki tej autorki polecałabym jako najlepsze. Isa zajmuje się kuchnią roślinną od kilkunastu lat. Jej pierwsza książka ukazała się w 2005 i każda stanowi niejako kompendium wiedzy na temat kuchni roślinnej. Tak naprawdę blog pani Moskowitz – The Post Punk Kitchen jest tym, do którego wracam najchętniej i najczęściej, podobnie zresztą jest z jej książkami, które wciaż kompletuję. Mam wrażenie, że to właśnie ona jest autorką większości wykorzystywanych „patentów”na weganizowanie kuchni tradycyjnej. Nierzadko przeglądając przepisy w rozmaitych miejscach, myślę sobie, że fajne, ale widziałam już coś takiego u Isy.  My, blogerzy często odtwarzamy to, co ktoś już dawno wypracował za oceanem i niejednokrotnie była to właśnie pani Isa Chandra Moskowitz. No dobrze, ale nie o niej miałam pisać, choć chciałabym, aby ten zawiły wstęp sugerował Wam, jak bardzo głęboko siedzę w temacie kuchni roślinnej, ile książek przewertowałam i, że każdą kolejną pozycję wydawniczą oceniam przez pryzmat tych, które już znam. Czytaj dalej „Co nowego w mojej kulinarnej biblioteczce? Hello Morning recenzuje.”