Szarlotka sypana. Wegańska

P1120637Niebawem, bo już jutro, czternastego sierpnia, mój blog skończy dziewięć lat. Dziewięć lat!!! Czujecie to? Przez ten czas mój świat wywracał się do góry nogami tyle razy, że na pewno nie zdołałabym tego opisać słowami. Wzloty, upadki, przyjaźnie, miłości, rozłąki, złamane serca, śmiech i płacz. Studia, podróże, miejsca, koncerty, ludzie, zwierzęta. Ile tego było? Nie zliczę.  Z ważniejszych rzeczy ze studentki stałam się rezydentką, próbuję czasami bawić się w dorosłość (np. biorąc kredyt mieszkaniowy), ale na szczęście pediatria nie pozwala tak do końca dorosnąć, bo przecież najważniejsze to dogadać się z pacjentami. Trzeba być na bieżąco z kinem i literaturą dziecięcą, a teraz także z YouTube, znać język dzieci i młodzieży, wiedzieć czego się słucha, co jest cool, a co nie za bardzo.

Niedawno Facebook „przypomniał mi” ilustrację, którą udostępniłam pięć lat temu na swoim profilu. Autorką obrazka jest życie-na-kreskęa przedstawia rozmawiające kury, z których jedna mówi: „Chciałabym być szczęśliwa”, a druga odpowiada: „To bądź”. Pięć lat temu,  na ostatnim roku studiów miałam takie marzenia. Chciałam być szczęśliwa. Nie ma bardziej precyzyjnego i jednocześnie ogólnego marzenia niż to. Na dobrą sprawę wyraża wszystko i nic.  Czytaj dalej

Arbuzowe gazpacho na upały

_1120818Niedawno wróciłam znad morza. Niestety w kwestii gastronomii nadal nad Bałtykiem stara bieda. Poza nielicznymi wyjątkami, nadal z wegańskich opcji pozostają frytki i surówka. Ja i tak miałam sporo szczęścia, bo udało mi się zjeść niezłą pizzę bez sera z pieca opalanego drewnem i spaghetti aglio olio. Ze smutkiem muszę jednak stwierdzić, że w knajpach królują schabowe, de voille, dorsze, flądry i oczywiście pizze i kebaby (o falafelu zapomnij) . Mam wrażenie, że większość miejsc realizuje plan minimum, bo przecież wczasowicze z braku laku i tak zjedzą wszystko. Myślę, że kiepska baza gastronomiczna to najsłabszy punt wakacji nad Bałtykiem. W tym roku na kiepską pogodę narzekać nie można.  Czytaj dalej

Redukcjonizm. Jak jeść bardziej roślinnie?

_1110628.jpgJako młode, wegańskie szczenię byłam dość radykalna w swoim podejściu do weganizmu.  Naszywka na moim plecaku z napisem „Nie ma kompromisu w obronie Matki Ziemi”, nie była tylko dla picu. Ja całą sobą wyrażałam treść tego tekstu. Pamiętacie ten czas w swoim życiu, kiedy myśleliście, że zawsze pozostaniecie tacy radykalni, jak w liceum czy nawet na studiach? Że Wy nie będziecie, jak Ci, którzy  znikają gdzieś w zaciszu ogniska domowego. O losie! Ależ Ty bywasz przewrotny! Czytaj dalej

Ślimaczki drożdżowe w jagodami. Wegańskie jagodzianki 2018

P1120214W tym roku jagód jest jak na lekarstwo. Ostatnio z trudem udało mi się znaleźć stoisko na pobliskim rynku, gdzie sprzedawali moje ukochane owoce dzieciństwa. Dlatego w tym roku jem zdecydowanie więcej borówek amerykańskich niż leśnych jagód.

Weekend spędziłam na wsi, więc jak to z reguły bywa podczas wyprawy do rodziców, mnóstwo czasu zeszło nam na leśnych wędrówkach. Dzięki temu zrozumiałam, co jest zgrane. Na targowiskach jest tak mało jagód, bo praktycznie nie ma ich w lesie. Majowo-czerwcowe upały wykończyły las i sprawiły, że owoce na jagodzinach wyschły na wiór. Gdzieś tam na pewno jagody są, ale w miejscach, w których były zawsze odkąd pamiętam, obecnie panuje raczej jagodowa bieda.  Czytaj dalej

Tofu po benedyktyńsku

P1120363

Choć weganką jestem już naprawdę długo, a mój blog za miesiąć będzie obchodził dziewiąte(!) urodziny, nadal nie znudziło mi się weganizowanie znanych i lubinych dań z kuchni całego świata. Nie wiem, jak to możliwe, że nigdy nie zabrałam się za eksperymentowanie z roślinną wersją jajek po benedyktyńsku. Przecież one, aż się proszą o wegańską wersję. Może dlatego, że poza nielicznymi wyjątkami, jadamy śniadania na słodko? A może dlatego, że przygotowanie tego dania wymaga ubrudzenia większej ilości garnków, niż tylko jednego rondla lub patelni? Jednak wreszcie zebrałam się w sobie i spróbowałam przygotować własną wersję tego słynnego nowojorskiego przepisu.

Czytaj dalej

Burgery z komosy ryżowej i fasoli z zielonym groszkiem, czyli skąd biorę białko

P1120243
Będąc młodą weganką bardzo szybko zdradzałam się z moją roślinną dietą. Z biegiem lat zmądrzałam i zawartość mojego talarza odsłaniałam tylko przed tymi, których dobrze znałam lub wiedziałam, że spędzę z nimi dużo czasu i wyda się tak, czy siak. Dlatego podczas stażu podyplomowego nie mówiłam o tym nikomu, bo i tak wszędzie zjawiałam  się na chwilę. Kiedy zaczęłam rezydenturę przez trzy miesiące kryłam się w tym weganizmem i pewnie trwałoby to dłużej, gdybym nie została zdemskowna przez jednego z kolegów. Notabene nigdy nie zapytałam skąd wiedział. Pewnego dnia w dyżurce mnie o to zapytał, doporwadzając do tego, że zimny pot spłynął mi po plecach. Zamarałam, bo wiedziałam, że zaraz znajdę się pod ostrzałem pytań.

Czytaj dalej

Rustykalne ciasto czekoladowe z malinami. Wegańskie

_1120150
Kiedyś myślałam, że czekoladę lubią wszyscy. Z biegiem lat okazało się, że na dobrą sprawę czekolada nie różni się wiele od brukselki, szparagów i bobu. Ma swoich wiernych wyznawców i wyznawczynie, ale też zagorzałych przeciwników. Ja należę do pierwszej grupy – miłośników czekolady. I całe szczęście, bo kiedy jest mi smutno i źle zawsze mogę sięgnąć sobie po kosteczkę i od razu robi mi się lepiej i cieplej na serduszku. Taki tani, łatwo dostępny antydepresant.

Czytaj dalej