Świąteczny kisiel żurawinowy

img_0121

Już w zamierzchłych, studenckich czasach snułam teorię, że urodziłam się w niewłaściwych czasach, może miejscu, nie w tym świecie. Jestem zbyt naiwna, zbyt wrażliwa, za bardzo wierzę, że dobro i uczciwa praca mają znaczenie. Wierzę w wartości, które już dawno przestały być na czasie. Przez większą cześć swojego życia chciałam być postrzegana jako buntowniczka. Widziałam siebie jako twardą, nieustępliwą, upartą dziewuchę. Więcej w tym jednak myślenia życzeniowego, niż prawdy, bo nawet w najbardziej punkrockowym outficie jestem niczym Mark Darcy z Bridget Jones, który stoi nieporadnie na świątecznej imprezie rodziców, w swetrze z reniferem. To właśnie ja. Nawet w ufarbowanych na czarno włosach, ramonesce, miniówie i kowbojkach, w głębi duszy jestem dziewczyną w swetrze z reniferem. Jestem miękka jak kaczuszka, jestem troskliwym misiem, który walecznie i asertywnie potrafi mówić tylko do lustra. Jestem genialna w spacerowaniu w kółko po pokoju i oświadczaniu mojemu chłopakowi tonem, którego nie powstydziłaby się Mała Mi, że „ja to dopiero temu światu pokażę”. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej i stanę na głowię i na niej zatańczę, jak tylko będę mogła tym komuś pomóc. Krzywda ludzi i zwierząt sprawia, że się rozpadam. Nie jestem w stanie spokojnie patrzeć, gdy widzę, że wokół mnie dzieje się coś niepokojącego. Niestety wciąż się dzieje, a ja  nie umiem sobie z tym poradzić.  Czytaj dalej

Wegański Eton Mess z mini kiwi i granatem

IMG_0058.JPG

Kiedyś widząc słynny angielski deser Eton Mess, przewinęłabym stronę w książce kucharskiej nie zagłębiając się za bardzo w recepturę, bo i po? Beza, bita śmietana były z odległej planety. Do tortów robiłam obrzydliwy krem na bazie budyniu i margaryny Alsan, bądź co gorsze samej margaryny i cukru pudru, o bezie nawet nie myśląc. Pamiętam jak kilka lat temu deklarowałam, że zrobię wegańską wersję wszystkiego poza bezą… Później trafiłam na jakimś blogu na wpis o bezie na bazie „kisielu” z siemienia lnianego, ale nigdy mi nie wyszła taka, jak powinna, nie trzymała się i w rezultacie rozlewała na blasze. Może miałam za słaby blender, aby odpowiednio ubić pianę. Wiosną minionego roku cały wegański internetowy świat obiegł przepis na bezę z wody z puszki po ciecierzycy, tzw. aquafaby. Szał. Okazało się, że będziemy jeść Pavlovę, pleśniaka, będziemy robić aksamitny czekoladowy mus, który świetnie sprawdzi się jako krem do ciast i torów. Z aquafaby podobno można przyrządzić cudny majonez, choć ja sama jeszcze nie próbowałam, ale przetestuję niebawem i zrelacjonują Wam jakie mam co do niego odczucia.

Czytaj dalej

Krem śliwkowo-kakaowy. Wyśmienity

IMG_0686IMG_0689

Idą zmiany… Zawsze u schyłku lata czuję, że wybucha w moim życiu mała rewolucja, że zaczyna się coś nowego. Z reguły w tym czasie nabieram ochoty na wniesienie jakiś nowości… Potrzeba, aby się rozwijać staje się dużo silniejsza, niż wiosną czy w środku lata. Zastanawiam się, ile w tym nawyku sprzed lat, kiedy po wakacjach wracało się do szkoły i po letniej labie człowiek nagle musiał się zaktywować, ile wynika z tego jaka jestem… Może po prostu lato jest okresem, kiedy zbiera się we mnie tyle energii, którą muszę spożytkować, nim od niej eksploduję. Rozpadnę się na kawałki, rozsypię jak źle otwierana paczka dropsów.

Na szczęście koniec lata to nie tylko roznosząca mnie energia. Koniec lata to okres, który w kuchni lubię szczególnie bardzo. Warzywa i owoce są idealnie dojrzałe, aromatyczne, smakują lepiej niż kiedykolwiek. Właściwie wszystko, co przygotuję z sezonowych składników jest wyśmienite. Nieważne czy są to desery, czy dania warzywne. Nie sposób w tym czasie nie myśleć w kółko o jedzeniu. Czytaj dalej

Czekoladowy pudding chia słodzony daktylami z frużeliną wiśniową

IMG_1211.JPG

Dziś idę do Was z samym dobrem. Nie, nie chodzi o przepis (choć jest przepyszny!), bo on to raczej jest już znany z innych stron i blogów, chodzi o to, co zamierzam Wam napisać. Dziś karmię nie tyle jedzeniem, co pozytywną energią. Ostatnio dzieje się dużo. Zmienia się naprawdę masa rzeczy. Uporałam się wreszcie w wieloma psującymi mi krew sprawami i czuję się, jakbym zaczęła nowy rozdział.

Wiele lat pracowałam nad tym, żeby nabrać pewności siebie, masę czasu zabrało mi zaakceptowanie swoich słabości i niedoskonałości, nie wiem czy jako nastolatka nlubiłam w sobie cokolwiek. Generalnie miałam poczucie, że jestem straszna, głupia, zła, brzydka. Nie lubiłam siebie, a przez ciężko było mi lubić kogokolwiek wokół. Przez ostatnie lata, dorastając, intensywnie poznawałam samą siebie. Sprawdzałam się, wystawiałam na rozmaite próby, szukałam swojego miejsca w świecie. Kiedyś patrząc wstecz żałowałam wielu rzeczy. Dziś jest inaczej. Myślę, że każde doświadczenie wniosło coś pozytywnego do mojego życia. Nawet te z pozoru złe rzeczy, które działy się na przestrzeni ostatnich lat sprawiły, że jestem silniejsza, mądrzejsza. Ciekawe jest to, że kiedy martwiłam się tym, jak mnie postrzegają inni, czułam się bezwartościowa. Teraz w ogóle o tym nie myślę. Doceniam samą siebie, nie jestem już tak surowa we własnej ocenie i staram się cieszyć z tego, co mi się przytrafia. Kiedyś byle drobiazg wyprowadzał mnie z równowagi. Dziś zwyczajnie liczę do dziesięciu, a potem biorę głęboki oddech i idę dalej, a nawet śmieję się z każdej bzdury, z którą muszę mierzyć się na co dzień. Może to ta praca na onkologii dziecięcej mi to zrobiła. W pewien sposób pozwoliła nabrać dystansu i sprawiła, że wiele rzeczy przestało być problemem. Lubię swoje życie, swoją pracę i ludzi, których mam wokół. Dla mnie praca z dziećmi jest magiczna. To inny, zaczarowany świat. Dzieci są od nas lepsze i czasami myślę, że możemy nauczyć się od nich więcej, niż one od nas.

W związku z tym, że przeprowadzka już za nami postanowiłam na fali zmian wprowadzić do swojego życia kilka zasad, które mają sprawić, że będzie mi się żyło lepiej, przyjemniej i weselej. Brzmi to nieco naiwnie, ale co zrobić, gdy w głębi duszy jestem właśnie taką prostą dziewczyną, którą najbardziej cieszy widok jeziora i lasu, ogród rodziców, pierogi z jagodami i ziemniaki z kurkami w roślinnym sosie śmietanowym na obiad. Zwykłe życie jest super.

Jednak nie spoczywam na laurach. Cały czas pracuję nad tym, aby moje życie było jeszcze fajniejsze i przyjemniejsze, choć każdy moment na zmiany jest dobry, postaram się wykorzystać przeprowadzkę jako taką siłę napędową i dobry moment na wdrożenie w życiu kilku nowych zasad. Czytaj dalej

Karobowy budyń ryżowy z nutą pomarańczy

IMG_0221
Jeżeli płatki ryżowe kojarzą Ci się tylko z okropnym kleikiem bez smaku to koniecznie powinieneś spróbować tego deseru. Budyń przygotowany na bazie mleka ryżowego i płatków ryżowych jest fajną alternatywą deseru zarówno dla wegan, jak i dla alergików oraz osób, które lubią w kuchni po prostu poeksperymentować.
Kiedy dodamy na wierzch śmietankę kokosową, polejemy odrobiną melasy oraz ozdobimy posiekanymi orzechami i pomarańczami będziemy pożerać go wzrokiem, a ślinianki same zaczną pracować zanim zdążymy nabrać pierwszą łyżeczkę. No cóż… Silna wola silną wolą, a fizjologia i tak zrobi swoje… Ot, taka refleksja…
Jeżeli nie lubicie karobu, a legenda głosi, że tacy ludzie istnieją lub akurat nie posiadacie go w zasięgu ręki, możecie bez problemu karob w postaci mączki zastąpić dodając do deseru kakao, a w miejsce karobowej melasy sięgnąć po inny słód  – agawę, syrop klonowy, a nawet pospolity cukier buraczany czy trzcinowy. W tej kwestii pozostawiam Wam dowolność.
Ten deser został wymyślony po to, abyśmy przetrwali przesilenie wiosenne i nabrali energii przed coraz dłuższymi i aktywniejszymi dniami, jakie mamy przed sobą.  Jest to również deser-pocieszyciel, czyli taki, który przygotowujemy, gdy dopada nas chandra. Ponadto sprawdzi się w chwili, gdy zadzwoni telefon i w słuchawce usłyszycie tylko: „Jestem u Ciebie za godzinę” – tzw. deser dla niespodziewanych gości.
Ma bardzo ciekawą delikatnie karmelowo-ciągutkową konsystencję, dlatego dzieci też powinny go „kupić” bez marudzenia! 🙂

Czytaj dalej

Wegański sernik limonkowy z awokado na spodzie z Oreo. Bez pieczenia

IMG_0181.JPG

Jestem uzależniona od tofurników. Chyba nawet bardziej od ich przygotowywania, niż jedzenia… Uwielbiam wszelkie wersje wegańskich serników i w zasadzie, jakby były jakieś spotkania odwykowe to powinnam się wybrać, bo niestety wydaję na tofu fortunę i jestem pewna, że jak mój chłopak zacznie siwieć to właśnie z tego powodu. Co zrobić, jak kocham bezserniki – zarówno te naśladujące tradycyjne serniki, jak i wersje zupełnie innowacyjne miłością dozgonną? Pieczone i na zimo. Wszystkie. Tofurnik dają domowym cukierniczkom i cukiernikom ogromne możliwości eksperymentowania i łącznia oryginalnych smaków. I, jeżeli odpowiednio zakwaśmy tofu i pozbawimy je sojowego posmaku nadając bardziej twarogowego charakteru, nasze ciasto podbije podniebienia wszystkich wokół. Uwierzcie mi. Moja rodzina i przyjaciele kochają moje beserniki bardziej niż mnie. Serio. Czytaj dalej