
Mój partner zapytał mnie ostatnio, co ja mam z tymi zupami, bo stanowią one teraz potężną część naszego codziennego menu. Co może być jednak lepszego niż gęsta, sycąca i rozgrzewającą zupa? Nie wiem, może wyrwanie się teraz na tydzień lub dwa w jakieś cieplejsze miejsce na świecie dałoby mi trochę podobnego komfortu. Zupy jednak uwielbiam, bo dają mi dużo ciepełka, są uniwersalne, można je nagotować na dwa czy trzy dni, można je prosto mrozić. Co też ważne, można przemycić w nich mnóstwo odżywczych składników.
Na moim blogu znajdziecie całkiem dużo przepisów na zupy. Trochę nowych receptur podrzucam też w miarę regularnie na moich instagramowych profilach – Hello Morning Stories i Lekarka na Roślinach. Czasami odświeżam tam też receptury z bloga, które teraz przygotowuję nieco inaczej. Instagram ma jednak swoje ograniczenia. Jest szybki i łatwy w przekazie, ale jednak ciężko zawrzeć na nim w jednym poście czy rolce bardziej złożony przepis. Na szczęście mam jeszcze tego bloga, który pozwala mi się nieco rozwinąć. Choć nie wracam tu za często. W każdym razie nie tak często, jakbym sobie tego życzyła i może czyliby sobie moi czytelnicy i czytelniczki.
Czytaj dalej „Zupa “lasagne””







Niedawno wróciłam znad morza. Niestety w kwestii gastronomii nadal nad Bałtykiem stara bieda. Poza nielicznymi wyjątkami, nadal z wegańskich opcji pozostają frytki i surówka. Ja i tak miałam sporo szczęścia, bo udało mi się zjeść niezłą pizzę bez sera z pieca opalanego drewnem i spaghetti aglio olio. Ze smutkiem muszę jednak stwierdzić, że w knajpach królują schabowe, de voille, dorsze, flądry i oczywiście pizze i kebaby (o falafelu zapomnij) . Mam wrażenie, że większość miejsc realizuje plan minimum, bo przecież wczasowicze z braku laku i tak zjedzą wszystko. Myślę, że kiepska baza gastronomiczna to najsłabszy punt wakacji nad Bałtykiem. W tym roku na kiepską pogodę narzekać nie można.
Rzadko wrzucam przepisy na zupy, bo zupy są brzydkie. Zupa krem czy jakaś azjatycka, jak chociażby