Dyniowe burgery na pożegnanie wakacji

IMG_0657.JPG

Na początek kilka przemyśleń, które przyszły mi do głowy ostatnio. Kto zna mojego bloga od lat, ten wie, że lubię się czasami rozpisać zupełnie niekulinarnie. Od kilku tygodni pracowałam jak mróweczka, całe wakacje sporo dyżurowałam i często miałam 7-dniowy tydzień pracy, w tym 24-godzinny dyżur. Zmęczenie i stres zaczęły się kumulować. Dom stał się hotelem, do którego wpadałam przegryźć coś i przespać się, choć to ostatnie nie zawsze się udaje, bo gdy jestem bardzo zmęczona, zaczynam cierpieć na bezsenność. Lekki koszmar. Oczywiście cierpiałam na tym ja, mój partner, moja rodzina, a nawet mój pies. Poczułam, że albo zwolnię, albo wykończę siebie i wszystkich wokół. Czułam, że ciężko jest mi skoncentrować się na rozmowie z drugim człowiekiem. Ktoś coś do mnie mówił, a ja błądziłam myślami zupełnie, gdzie indziej. Zasoby cierpliwości też kończyły się szybciej niż zwykle i z osoby niecierpliwej, stałam się ultra-niecierpliwa i drażliwa. Byle drobiazg wyprowadzał mnie z równowagi, a błahostki narastały do rangi życiowych dramatów. Dotarłam do do momentu, gdy przebywanie z ludźmi zaczęło mnie najzwyczajniej męczyć. Uwielbiam swoją pracę, jak również wszystko to, co robię poza nią, dlatego, aby nie stać się zgorzkniałą, wypaloną zawodowo i życiowo osobą, postanowiłam ogarnąć się nim będzie za późno. Powoli uczę się asertywności i nie biorę na siebie więcej dyżurów, niż potrzeba. Owszem fajnie, gdy kasa na koncie się zgadza, kiedy stać mnie na fajne prezenty dla najbliższych, dobre ciuchy i ładne kuchenne gadżety, ale nic nie zwróci mi straconych dni i nocy, kiedy mogłam ten czas poświecić najbliższym. Myślę, a nawet jestem przekonana, że ważniejsze jest, abyśmy byli razem, niż żebyśmy zasypywali się kosztownymi prezentami, nie spędzali razem czasu, mijali w drzwiach i nie poświęcali sobie uwagi, na którą zasługujemy. 

IMG_0666

W ramach odskoczni, miniony weekend spędziłam nie na dyżurze w Pomocy Doraźnej, ale nad morzem i na Kaszubach, a  decyzja o wyjeździe była jedną z lepszych, jakie ostatnio podjęłam. Dokładnie tego potrzebowałam. Ten czas był mi niezbędny, aby naładować akumulatory, odetchnąć i poczuć przysłowiowy wiatr z żaglach ( i we włosach) i żałuję tylko, że tak niewiele miałam tego typu weekendów za sobą w tym roku. Po angielsku nazywa się to self care i polega na tym, że mówiąc najprościej dbamy i troszczymy się o samych siebie, poprzez dobre jedzenie, sporty, relaks, kontakt z naturą i otaczanie się życzliwymi sobie ludźmi. W dużej mierze chodzi o to, aby być dobrym dla siebie, bo tylko w ten sposób znajdziemy w sobie siłę, aby być dobrym dla innych. Proste, co? Niestety tylko w teorii, ale warto próbować. Koniec wywodów, wracamy do jedzenia!

IMG_0664.JPG

Jako największa fanka wegańskich burgerów w tej części świata powinnam publikować przepis na jakieś pyszne roślinne kotlety, które można wsadzić w bułę co najmniej  raz w miesiącu, żeby nie mówić tygodniu,  tu głucho, cicho, wegańskiego fast, a może bardziej slowfoodu nie widać. Jeżeli Was rozczarowałam to przepraszam. Burgery to coś, co z wegańskie tygryski lubią najbardziej i obiecuję, że raz po raz będę tutaj proponować coś fajnego w tej kategorii jedzenia. Co więcej sezon dyniowy rozpoczął się na dobre, a tymczasem na blogu nie ma ani jednego nowego przepisu. Jak to się stało? Nie mam pojęcia, chyba w ferworze obowiązków i życiowych zmian zapomniało mi się, tak zwyczajnie…

IMG_0662

Składniki:

  • 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 1 szklanka ugotowanej czerwonej soczewicy
  • 2 szklanki dyni startej na drobnych oczkach
  • 1 łyżeczka soli
  • 3 łyżeczki majeranku
  • 1 łyżeczka estragonu
  • 2 łyżeczka tymianku
  • 1 mała posiekana cebulka
  • 2-3 ząbki czosnku starte na tarce
  • 1 szklanki bułki tartej
  • świeżo mielony pieprz
  • 1 łyżeczka papryki słodkiej
  • 2 łyżeczki za’atarau
  • 1/2 szklanki pestek słonecznika
  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • 2 łyżki masła orzechowego

Do miski wysp kaszę, soczewicę i dynię, a następnie przyprawy, cebulę i czosnek. Wymieszaj. Dodaj masło orzechowe, bułkę tartą, pestki dyni i słonecznika. Ponownie zagnieć masę i odstaw na 10 minut.  Nie potrzebujemy żadnego blendera, ponieważ składniki bez niego bardzo ładnie stworzą zwartą masę. Spróbuj i ewentualnie przypraw do smaku solą i pieprzem. Z masy formujemy około 10-12 dużych, płaskich kotletów, ułóż je na blasze, posmaruj odrobiną oleju, aby nie wyschły w trakcie pieczenia i piecz w piekarniku rozgrzanym do 200 st.C przez 15-20 min z jednej strony i 5-10 z drugiej (można użyć termoobiegu, ale wtedy należy trochę skrócić czas pieczenia i nie trzeba burgerów obracać podczas pieczenia. Kotlety świetnie sprawdzają się w burgerach, ale mogą też stanowić odrębny składnik tradycyjnego obiadu, czyli ziemniaczki, surówka i kotlet.

IMG_0665IMG_0668

5 thoughts on “Dyniowe burgery na pożegnanie wakacji

  1. hej, pytanie z kategorii glupich – szklanka soczewicy i dwie kaszy suchych, czy juz ugotowanych? jak czytalam przepis pare dni temu, to jakos naturalnie zalozylam, ze juz ugotowanych, ale dzisiaj do niego wrocilam – chce zrobic na obiad – i zaczelam sie zastanawiac. 😀

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s