
To chyba ostatni przepis w tym roku, który nie będzie nawiązywał do Świąt. Może jeszcze coś tam się przydarzy po drodze, ale niewątpliwie listopad i oczywiście grudzień będzie przepełniony inspiracjami na Wigilię, bożonarodzeniowe obiady, Sylwestra i Nowy Rok. Taki mam plan i będę się go trzymać. Zanim jednak moją kuchnię bez reszty wypełnią dźwięki świątecznych piosenek i przede wszystkim potrawy smakujące i pachnące świętami, zapraszam Was jeszcze na na jesienne curry z dynią.
Tego typu jednogarnkowce były bardzo popularnymi daniami w mojej kuchni na początku mojego weganizmu. Łatwe w przygotowaniu, odżywcze i proste do odgrzania. Zanim zetknęłam się z tajskim curry na bazie pusty curry, to właśnie indyjskie odmiana tego dania była tą, którą lubiłam najbardziej. Oczywiście na ile to danie jest indyjskie można dyskutować ze względu na użycie przeze mnie cebuli i czosnku, ale myślę, że to nieistotny szczegół dla większości z nas i tym bardziej dla przepisu i smaku potrawy. Danie takie, jak to mają jedną szczególnie dużą zaletę: są bardzo łatwo modyfikowalne. Możesz do garnka wrzucić praktycznie każde warzywo i każde strączki, jakie przyjdą Ci do głowy lub zwyczajnie będziesz mieć pod ręką, a curry wyjdzie i będzie świetnie smakować. Możesz modyfikować ilość przypraw tak, aby te, które lubisz najbardziej były najlepiej wyczuwalne. Ja zawsze proponuję, aby za pierwszym razem ugotować mój przepis według podanej receptury, przerobić smaki przez własne kubki smakowe, a potem przy kolejnym razie modyfikować pod siebie. Oczywiście, jeżeli gotujesz od dawna to sama lektura receptury sprawi, że będziesz wiedzieć, co w niej zmienić tak, aby Tobie przypadała do gustu najbardziej. W każdym razie ja tam mam czytając cudze przepisy.




Zanim zaproszę Was do gotowania przypomnę, że moje blogowanie można wspierać za pomocą platformy BuyCoffee.To. Taka wirtualna kawa pomaga mi kontynuować moje hobby, którym lata temu stało się gotowanie nie tylko dla siebie, ale także dla Was. Dziękuję.

Składniki na 4-6 porcji:
- około 0,5 kg dyni hokkaido, wydrążyć z pestek i pokroić w około 1,5 cm kostkę
- 200 g brązowych pieczarek, pokrojonych w plasterki
- 1 mały brokuł, podzielony na różyczki, łodyga osobno pokrojoną w około 1 cm kostkę
- 3 łodygi selera naciowego, pokrojonego w 1 cm kawałki
- 1 cebula, posiekana
- 4 ząbki czosnku, posiekane drobniutko
- 3 ziemniaki pokrojone w 1 cm kostkę
- 1/2 szklanki czarnej soczewicy, ugotowanej do miękkości
- 2 szklanki wody lub warzywnego bulionu
- 1 puszka pomidorów, krojonych
- 1 łyżka przecieru pomidorowego
- 3 łyżki oleju rzepakowego
- 1 łyżeczka gorczycy
- 3 łyżeczki curry w proszku
- 2 łyżeczki imbiru, mielonego lub 2 łyżki świeżego, przetartego
- 2 łyżeczki kuminu
- 1 łyżeczka kolendry
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka soli
Na głębokiej patelni lub w rondlu rozgrzej olej. Wsyp gorczycę i podsmażaj przez około minutę. Przykryj patelnię, bo prażona gorczyca zachowuje się jak popcorn i będzie uciekać z patelni.
Wsyp cebulę i smaż przez około 7-8 minut. Raz po raz mieszaj, aby cebula się nie przypaliła. Dodaj czosnek i imbir, jeżeli używasz świeżego. Podsmażaj z cebulą 1-2 cm.
Dodaj przyprawy i sól. Wymieszaj. Dodaj ziemniaki i ponownie wymieszaj z cebulą i przyprawami. Wlej wodę lub bulion. Gotuj przez 10 minut. Następnie dodaj dynię, seler, pokrojoną łodygę brokuła, soczewicę( uprzednio ugotowaną), pieczarki oraz pokrojone pomidory z puszki wraz zalewą, przecier pomidorowy. Wymieszaj warzywa i gotuj kolejne 15-20 minut (dynia musi zmięknąć). Dodaj różyczki brokuła i gotuj 5 minut. Różyczki brokuła mogą pozostać al dente.
Jeżeli curry jest bardzo gęste możesz dodać odrobinę wody lub bulionu w międzyczasie. Gęstość zależy w dużej mierze od tego ile wody było w warzywach, w których przygotowujesz danie i ile płynu „oddały” do sosu.
Podawaj z ryżem lub kaszą/komosą ryżową. Posyp kolendrą lub natką pietruszki przed podaniem.
Smacznego!

