
Pomysł na napisanie książki chodził mi po głowie od dawna. Jeszcze tworząc bloga na blogspot (zaczęłam 16 lat temu!) miałam takie marzenie… Jednak, choć blog Hello Morning zebrał swoją stałą i wierną liczbę czytelników, a właściwie w przeważającej części czytelniczek, nigdy nie byłam gwiazdą internetów, nawet tych kulinarnych. Zawsze w tym tworzeniu było więcej pasji, niż jakiegoś planu na siebie, nie mówiąc o śledzeniu trendów czy marketingu. W końcu pochłonięta rezydenturą i swoim wyuczonym zawodem oddałam się niemal w całości lekarskim obowiązkom, wracając czy to na Hello Morning czy na instagrama bloga, od wielkiego dzwonu. Dużo bardziej zaangażowałam się w treści edukacyjne na instagramie @lekarkanaroslinach.

Jednak chyba stworzenie książki kucharskiej poświęconej kuchni roślinnej było mi pisane. W jakimś momencie właśnie za sprawą “lekarki” pojawiła się propozycja napisania mojej wymarzonej książki kucharskiej. Serce zabiło mocniej. Zaczęłam myśleć nie tylko nad tematyką, ale tytułem. W tym myśleniu było jak zwykle w moim przypadku więcej pasji, serca niż myślenia marketingowego i analizowania tego pod kątem sprzedażowym. Chciałam oczywiście napisać książkę, która się sprzeda, ale zależało mi, aby była moja, napisana zgodnie z moimi zasadami, wartościami i podejściem do życia. Szczera, a nie wykalkulowana. Temat przyszedł podczas rozmowy z Pawłem, moim partnerem. Wegańskie śniadania to coś, co mnie cieszy i pochłania do dawna. To bardzo ważny posiłek, a jednocześnie, jeżeli mowa o diecie roślinnej nadal sprawiający wielu osobom problem. W naszym domu śniadania odgrywają szczególną rolę, mają być smakowite, odżywcze, a pełnią też funkcję strategiczną, bo jest to moment w ciągu dnia, kiedy możemy po prostu pogadać.
Postanowiłam napisać książkę o wegańskich śniadaniach. Przyznam, że teraz łapię się za głowę, bo czy jest bardziej niszowy kulinarny temat na obecne czasy, gdy obserwujemy powrót do kultu jajek i masła? Choć z globalnego punktu widzenia pewnie nigdy na świecie nie żyło więcej wegan niż dziś, ta rosnąca fala popularności diety roślinnej nieco osłabła. Mnie to nie dotyczy, bo ja naprawdę zawsze szłam pod prąd i własną ścieżką i wybierałam po swojemu, nie goniąc za trendami.
Pamiętacie te filmy o amerykańskich nastolatkach, gdzie w każdej klasie był jakiś jeden odmieniec z dziwnymi zainteresowaniami i ekscentrycznie wyglądający? Tym dziwnym nastolatkiem „jestem” ja. Zawsze nim byłam, ale wiecie co? Dobrze mi z tym.
Pokrótce tak zrodziła się książka “Na dobry początek”, początkowo oczywiście w głowie, potem w rozmaitych notatkach, a na końcu na dysku mojego laptopa. Dlaczego “Na dobry początek”? Od prozaicznego powodu – w końcu to książka o śniadaniach, po pewną grę słów, która sugeruje, że będzie (mam nadzieję) kontynuacja i, że na tej jednej publikacji nie chciałabym kończyć. Nie dlatego, że chcę teraz taśmowo produkować książki, ale dlatego, że wymyślając “Na dobry początek”, a potem pisząc książkę i tworząc przepisy i treści, w mojej głowie zrodziły się kolejne pomysły.






Oczywiście zanim stałam się autorką książki kulinarnej byłam czytelniczką i użytkowniczką książek kucharskich To pozwoliło mi dobrze przemyśleć, co sama lubię w takich książkach i stworzyć treści, które w tego typu publikacjach cenię. To, że książka kucharska zawiera zdjęcia i przepisy jest oczywistością (kiedyś zdjęcia nie były takie oczywiste, ale od tego czasu upłynęło już bardzo wiele lat), ale ja chciałam, żeby “Na dobry początek” było czymś więcej.
Co znajdziecie w “Na dobry początek” ?

Obszerny wstęp, w którym zawarłam część poradnikową: podpowiadam w jakie produkty warto się zaopatrzyć, aby roślinne gotowanie było prostsze i przyjemniejsze oraz zdradzę jaki sprzęt kuchenny jest moim zdaniem ważny, aby czuć satysfakcję z tej kulinarnej podróży, podczas której można odkryć tyle nowych składników, rozwiązań i smaków.
Kup swój egzemplarz „Na Dobry początek”
Następnie płynnie przechodzę do przepisów. Książkę podzieliłam na 7 rozdziałów poświęconych naleśnikom i plackom, owsiankom, koktajlom, wypiekom, pastom, słodkim wypiekom i wytrawnym śniadaniom. Naprawdę każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. “Na dobry początek” to przepisy bardzo proste, ale jest też kilka bardziej wyszukanych czy po prostu zaskakujących. Myślę, że spotyka się w tej książce bardzo dużo koncepcji na to, jak można podchodzić do diety roślinnej, z jednej strony bazując na tym, co mamy pod ręką, a z drugiej strony odkrywając zupełnie nowe składniki czy patenty, które możemy wykorzystać w gotowaniu.
Sama kocham książki kulinarne, które można czytać, więc nie mogło i u mnie zabraknąć treści “do poczytania”. Każdy z siedmiu rozdziałów rozpoczynam wspomnieniami różnych etapów mojego życia, wędrując przez życie chronologicznie – od wczesnego dzieciństwa przez lata studenckie, dochodząc do dorosłości. Nie chodzi o to, że moje życia jest jakieś wielce ekscytujące, ale o to, że czytelnik dzięki tej historii może lepiej zrozumieć kim jest osoba, która stoi na tymi wszystkimi przepisami i zdjęciami oraz, co pchnęło mnie do wybrania akurat takiej ścieżki w życiu. Nie każdy śledzi bloga czy moje media społecznościowe, aby znać moją historię. Przy okazji będzie to niezła gratka dla wszystkich Millenialsów, którzy na pewno z częścią tych wspomnień będą się utożsamiać. Dla “Zetek” będzie to za to taka lekcja historii z przymrużeniem oka 😉
Czy to wszystko? Nie! W książce piszę o tym, jak ogromną rolę w moim życiu odegrała muzyka i tej muzyki w „Na dobry początek” nie brakuje. Każdy przepis opatrzyłam utworem muzycznym, który nawiązuje albo do jakiegoś etapu, albo przepisu, albo po prostu dobrze mi się kojarzy. Dużo różnorodnej muzyki tam wrzuciłam, więc podobnie jak z przypadku przepisów – każdy znajdzie coś dla siebie.







Napisanie książki to było marzenie. Nie spodziewałam się, że będzie to tak pracochłonne (i kosztowne!), że będę miała momenty, kiedy napisanie tych kilku słów będzie przychodzić mi z wielkim trudem. Był to też duży stres i wiele momentów zwątpienia, kiedy bałam się, że zrobione przeze mnie zdjęcia będą za słabe do publikacji, treści zbyt nudne, przepisy nietrafione. Do tego docierały do mnie głosy mówiące, że przecież kim ja jestem? Nie liczę się na tym polskim kulinarnym rynku, a wegańskie śniadania to zbyt niszowy temat, aby książka miała szansę się przebić. Pewnie się domyślacie, że te glosy często trafiały do mnie bardziej, niż te wspierające od osób wokół mnie.
Łap swój egzemplarz „Na dobry początek”
Cieszę się, że się odważyłam. Cieszę się, że trafiałam na Ewelinę z Wydawnictwa Znak Horyzont, która wzięła “Na dobry początek” pod swoje skrzydła i błyskawicznie doprowadziła książkę do momentu premiery 13.08.2025.
Prawie cztery tygodnie po oficjalnej premierze chciałabym podziękować ogromnie wszystkim, którzy mnie wspierali przez cały ten czas tworzenia i nie wątpili, że warto. Którzy byli w momencie “zakopania” “Na dobry początek” na dysku mojego komputera, a potem powrocie do chęci wydania książki i podzielenia się nią ze światem. I tak do premiery i po niej. Wiecie, napisanie książki to jedno, ale potem zobaczycie jak moja rodzina, przyjaciele i znajomi się nią cieszą to zupełnie inny poziom szczęścia, na który warto było czekać.
Naprawdę mam ogromną nadzieję, że to wszystko jest “Na dobry początek”.
Tytuł: Na dobry początek. Roślinne śniadania pełne smaku
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Język wydania: polski
Liczba stron 338
Numer wydania I
Data premiery 13-08-2025
Rok wydania:2025
Forma: książka
Okładka: Twarda



