Wegańskie drożdżówki z czekoladą

IMG_0155

Jakby to powiedziała moja Babcia – mam smykałkę do ciasta drożdżowego. Lubię ciasto drożdżowe, a ciasto drożdżowe lubi mnie. Wypieki to sposób na odreagowanie stresu dnia codziennego i niejednokrotnie po kolejnej porcji zdjęć drożdżówek na moim Instagramie, można wnioskować, że mam za sobą czas pełen wrażeń. Mieszanie i ugniatanie ciasta najzwyczajniej w świecie mnie uspokaja, a zapach ciepłej drożdżówki wypełniający mieszkanie sprawia, że robi się domowo na wskroś. Można poczuć się dobrze i bezpiecznie. Dlatego ilekroć świat daje mi popalić, tylekroć w domu pojawiają się bułeczki, drożdżówki, chlebki, pizze, focaccie, ślimaczki z nadzieniem słodkim i wytrawnym.  Czytaj dalej

Najlepszy wegański bigos Pawła

img_0111

– Ugotujesz bigos na bloga?

– Pewnie. Przygotuję…

Temat tak się rozwlekł i przeciągnął w czasie, że koniec końców Paweł sam ugotował i nie zrobiłabym tego lepiej. Z prostej przyczyny. Nie wiem czy kiedykolwiek jadłam tradycyjny bigos. Jako dziecko nie lubiłam mięsa, a wszelkich kiełbas i boczku nie znosiłam. Kiedy jako mała dziewczynka w schronisku w Dolinie Kościeliskiej dostałam do zjedzenia fasolkę po bretońsku, która okazała się być z kiełbasą i boczkiem (jak to fasolka po bretońsku, tyle, że kilkuletnia Maddy nie miała o tym pojęcia….) dostałam takiej histerii, że jestem święcie przekonana, że przepłoszyłam wszystkie zwierzęta w Tatrzańskim Parku Narodowym. No i jest to jedna z ulubionych anegdotek podczas rodzinnych imprez, dowodząca temu, jakim okropnym dzieckiem byłam. Dla mnie jest co najwyżej dowodem na to, że od zawsze predysponowałam do bycia weganką. Czytaj dalej

Wegańskie twixy z karmelem daktylowym

IMG_0788

Nie jestem wielką fanką słodyczy. Zdrowych, niezdrowych – żadnych. Generalnie, jak w pracy nabieram ochoty na słodkie lub mam poczucie, że zaraz zemdleję ze stresu to sięgam po owoce – surowe lub suszone i naprawdę stawiają mnie do pionu, albo koktajl, który na szczęście mogę nabyć w szpitalnym bufecie. Niemniej od czasu do czasu mam ochotę na jakąś „czekoladkę”. Cały mój dramat polega na tym, że do szczęścia wystarczy mi jeden taki batonik, jak widać na zdjęciach, a przygotowując w domu słodkości z reguły ląduję, a właściwie lądujemy z całą blachą. I co zrobić? Trzeba to wszystko zjeść. Z kubkiem czarnej kawy zaparzonej przez Pawła w driperze dajemy radę nawet całej foremce wegańskich twixów 😉

Myślę, że wielu z Was doceni, że są zdrowsze od pierwowzoru, ale nie dajcie sie zwieść. W nadmiarze WSZYSTKO szkodzi. 😉

Przepis miał być moją propozycją na prezent na Dzień Dziecka, ale niestety mój komputer odmówił posłuszeństwa. Na szczęście już działa, a ja mogę nadrobić zaległości. Na tegoroczny Dzień Dziecka już za późno, ale głęboko wierzę, że znajdziecie jakieś inne sensowne święto, by je przygotować.

Może Dzień Ojca? A może po prostu będziecie nimi świętować kolejny dzień wspaniałego życia? Czemu nie?

Czytaj dalej