Viva Italia: Spaghetti Aglio Olio e Peperoncino

_1030203

Pogoda w lipcu nas nie rozpieszcza. Letnie sukienki smucą się na wieszakach, a ja wciąż odkładam zakup nowego stroju, bo i po co?  W zasadzie chciałoby się rzec „w lipcu jak  w garncu”, albo „lipiec plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata”. Bez rymów brzmi to bezsensownie, choć w zasadzie zgadza się. Patrząc za okno, jadąc w deszczu rowerem lub przemykając przez kałuże podczas spaceru z Malaiką, tęsknię za włoskimi wakacjami i smakami, które kojarzą mi się w wyjazdami na południe Europy. Na przekór pogodzie, korzystając z sezonu, smażę pomidory, polewam oliwą z oliwek i posypuję bazyli i piekę aromatyczne focaccie z letnimi owocami i ziołami. Jako przekąskę przygotowuję ukochane bruschetty i w zasadzie mogłabym tak jeść przez większą część lata.  Czytaj dalej

Pasta po genueńsku, czyli makaron z pesto, ziemniakami i fasolką

IMG_1041.CR2

Na zakończenie gimnazjum nauczycielka języka polskiego zadała nam do napisania pracę pod tytułem: „Moja klasa za 20 lat”. Oczywiście z perspektywy gimnazjalistki trzydziestosześciolatek wydawał się niemalże staruszkiem. Wiecie, gdzieś tam podchodzący pod emeryturę. Człowiek wyobrażał sobie, że wówczas wszystko już będzie poukładane i pokończone. Będzie po prostu żyć. Pamiętam, że opisałam siebie, jako panią doktor, mieszkającą gdzieś na południu Europy, mającą za sobą pracę „Lekarza bez granic”, z dwójką adoptowanych, afrykańskich dzieci. Oczywiście samotną i niezależną do kwadratu. Teraz, kiedy jestem w wieku, w którym do trzydziestki bliżej mi, niż dalej, trzydziestokilkulatków postrzegam oczywiście jak osoby na wskroś młode. Rozumiecie – taka czterdziestoletnia młodzież, nawiązując do numeru Dezertera. Teraz widzę, że poza planem bycia lekarzem nie za dużo z moich młodzieńczych wyobrażeń się spełniło lub spełni. Choć tak naprawdę kto wie, co mi się jeszcze przytrafi? Skąd pomysł na osadzenie siebie w realiach południowej Europy? W gimnazjum w trakcie wakacji jeździłam na kolonie do Włoch. Byłam zakochana w tamtejszym luzie, pogodzie, architekturze i oczywiście pokochałam Włoską kuchnię. Pamiętam, jak dzieciaki wracając do Polski cieszyły się na jedzenie, które nie będzie makaronem. Ja wręcz przeciwnie. Już wtedy zainspirowana smakami, które tam poznałam próbowałam odtwarzać je w domu. Włochy to piękny kraj, ale myślę, że nie mogłabym tam mieszkać stale. Choć jak już wspomniałam, kto wie, czy kiedyś nie ucieknę tam na trochę, aby nabrać dystansu, luzu i najeść się najlepszych na świecie lodów. Czytaj dalej

Tabbouleh – najpopularniejsza arabska sałatka

IMG_0350

Tabbouleh przygotowuję od wielu lat. Z reguły z głowy, opierając się na kilku przepisach, na które trafiłam dawno temu. Opracowując przepis na bloga zajrzałam na początek do książki, która jest moim ulubionym źródłem wiedzy na temat kuchni bliskowschodniej. Choć „Jerozolima” Totama Ottolenghi i Samiego Tamimi wegańska, a nawet wegetariańska nie jest, uznaję ją za jedną z lepszych pozycji kulinarnych, które mam na półce i sięgam po nią nieustannie, odkąd podarowała mi ją siostra na zeszłoroczne urodziny. Przede wszystkim jest źródłem wiedzy na temat kuchni Jerozolimy, pełna teoretycznych wskazówek, apetycznych historii o jedzeniu, jest opowieścią o tym, jak żyją obok siebie i przeplatają się ze sobą dwie kultury – arabska i żydowska. Jest dowodem na to, że kuchnia powinna łączyć nie dzielić. Uwielbiam zaczytywać się w osobiste historie, które zawarli w swojej książce autorzy. Już sama ich życiowa historia jest niesamowita – obaj urodzili się w tym samym roku w Jerozolimie – Sami w arabskiej, Yotam w żydowskiej części. Jednak spotkali się dopiero w Londynie, odkrywając, że łączy ich nie tylko miejsce urodzenia, ale miłość do kuchni i niejedna historia miasta. Czytaj dalej

Letnia sałatka z jarmużem i arbuzem z pietruszkowo-miętową salsą verde.

IMG_0545

IMG_0554

Dla mnie wakacje zawsze są okresem niezwykle pracowitym, a drugi rok z rzędu poświęcam je głównie nauce. Nie martwię się tym nadto, bo zamierzam uciec sobie jesienią choć na tydzień w jakieś ciepłe miejsce i słać Wam foty spod palm z drinkami w skorupkach kokosów i ananasach… Nie dlatego, że chcę Was zadręczać, ale dlatego, że od dawna o tym marzę, a nigdy wcześniej nie było takiej możliwości, jaka nadarzy się w tym roku… Czytaj dalej

Wytrawne, kukurydziane babeczki z kolorowym hummusem. Buraczanym i pietruszkowym.

IMG_0014

Eksperymentując z nowymi potrawami i smakami, wytrawne babeczki pojawiały się na moim celowniku niejednokrotnie. Próbowałam rozmaitych wersji. Kiedy ciasto wychodziło mi puszyste i mięciutkie, jak w przypadku słodkich muffinów, które piekę od lat, wówczas smak był jałowy, nawet, gdy dodawałam bardzo aromatycznych ziół i przypraw. Pogodziłam się więc, że muffiny, babeczki i cupcaki, które przygotowuję, jako wytrawną przekąskę będą „cięższe” od ich słodkich pierwowzorów. Czytaj dalej