Wegańskie langosze, czyli słynny węgierski przysmak w wersji roślinnej

_1050262

Na Węgrzech byłam lata temu. Tak dawno, że większość wspomnień widzę jak przez mgłę. Jednak nie smaki. Smaki zawsze wracają do mnie z równie intensywną siłą, jakbym zwiedzała Eger czy Budapeszt miesiąc temu. Świat odbieramy poprzez zmysły. To chyba dla wszystkich oczywiste. Zmysł wzroku mam zdecydowanie słabszy niż smaku czy węchu, które nota bene są bardzo ze sobą powiązane. Wzrok? Jestem okularnicą i biorę to na swoje usprawiedliwienie.  Czytaj dalej

Jeżynowe knedle z tofu i ziemniaków

SAM_2257.JPGWypad na wieś zawsze obfituje w pyszne owocowe i warzywne prezenty. Tutaj można czerpać z darów lata pełną garścią. Koniec sierpnia i wrzesień to jeżyny, maliny, śliwki i jabłka.  W lesie pojawiają się już jesienne grzyby, więc oprócz kurek przynosimy do domu prawdziwki, podgrzybki i kozaki.

Szłam ostatnio przez las z tatą i pomyślałam, że to duże szczęście, że jako dziecko i nastolatka wychowywałam się w takiej bliskości z naturą, że doświadczyłam dzięki temu czegoś, co dla wielu osób nigdy nie będzie zrozumiałe. Znam się na gatunkach drzew, umiem zbierać grzyby i mam ogromny respekt do przyrody. Jestem w pełni świadoma jej piękna, ale też siły. Czytaj dalej

Kurki w śmietanie roślinnej z kalafiora. Mój comfort food

_1040640.JPG

Wychowałam się na wsi. Wśród lasów i jezior. Równie szybko, jak pływanie, opanowałam sztukę zbierania grzybów. Było dla mnie czymś zupełnie oczywistym, że latem korzysta się z takich darów natury, jak grzyby, jagody, maliny, jeżyny. Już w czerwcu pojawiały się pierwsze kurki i  sezon na nie ciągnął się mniej więcej do września, w międzyczasie dołączały inne grzyby, takie jak kanie, prawdziwki, podgrzybki, kozaki, gąski, rydze. Do dnia dzisiejszego uwielbiam grzybobranie i właśnie za tymi rodzinnymi wypadami na grzyby do lasu, tęsknię szczególnie. Zawsze mam nadzieję, ze chociaż raz w trakcie sezonu, uda mi się grzybobranie zaliczyć. Taka magia rytuałów. Rodzice nauczyli nas zbierać grzyby, suszyć je i marynować.  Zawsze zdumiewa mnie, gdy słyszę od moich znajomych, że nie jedli nigdy kurek, rydzów czy kani. Jedyne grzyby, z którymi mieli do czynienia to pieczarki, a w porywach boczniaki czy grzybki mun. Czytaj dalej

Letnia sałatka z komosą ryżową i fasolką szparagową oraz bazyliowym sosem

 

_1040185

Uwielbiam książki kucharskie, choć traktuję je raczej jako inspirację. Bardzo rzadko gotuję kropka w kropkę z przepisem, bo zazwyczaj dodaję do receptury coś od siebie. Często modyfikuję przepisy zamieniając użyte produkty na takie, które akurat mam pod ręką, bo uwierzcie, chodzenie cały dzień po sklepach i targowiskowych, w poszukiwaniu potrzebnych produktów do przepisu nie leży w mojej naturze. Z jednym wyjątkiem. Kiedy sama wymyślę jakieś odjechane danie jestem gotowa poświęcić swój czas i energię na dobór składników. Tutaj nie lubię chodzić na kompromisy. Gotując  cudzych przepisów nie szaleję. Po prostu modyfikuję pod siebie.

Tak było i tym razem.

Niedawno dostałam o starszej siostry w ramach prezentu urodzinowego książkę „Eat Vegan”. Kolejna kulinarna pozycja do mojej niemałej już kolekcji. Nie dość, że jestem lekarką i podręczniki medyczne ważą chyba z tonę, to jeszcze na domiar złego wybrałam hobby, które sprawia, że półki uginają się pod ciężarem rozmaitych albumów kulinarnych. Mój chłopak widząc kolejną paczkę z księgarni jest lekko przerażony myślą o wyprowadzce, która czeka nas prędzej czy później. Czytaj dalej

Wegańska lekarka na dyżurze. Co jem pełniąc dyżur w szpitalu?

_1030414
Na zdjęciu widać przykładowy zestaw, jaki przygotowałam sobie kiedyś do pracy. Na zdjęciu nie pojawiły się dwie kromki razowego chleba z ziarnami, którym zagryzałam sałatkę oraz jogurt migdałowy bez dodatku cukru firmy Provamel ( 500 g)

Jestem lekarskim dzieckiem. W dodatku praktycznie wychowałam się na serialach takich jak Ostry Dyżur i Chirurdzy, więc praca lekarza zawsze jawiła się jako wieczna gonitwa. Nie myliłam się bardzo w ocenie sytuacji. Oczywiście jest cale mnóstwo angażujących zawodów, choć nie wszystkie wymagają takiej przytomności oraz tak silnej interakcji z drugim człowiekiem, co praca lekarza. W moim odczuciu jest to bardzo wyczerpujące i niestety wypalające. Po wyjściu z pracy, kiedy mam chwilę dla siebie spotkania z ludźmi miareczkuję niemal z aptekarską precyzją. Po pracy lubię być sama. Choć nie wykluczam, że wynika to też z mojego charakteru, bo nigdy nie byłam i nie chciałam być królową towarzystwa.

Praca w polskim systemie opieki zdrowotnej to katorga. Wszyscy pocieszają, że kiedyś to się uspokoi, ale jak na razie jest wręcz przeciwnie, bo spirala nakręca się, a ja nie potrafię wyjść z wiru pracy,  który wpadałam.

Kiedy studiując, myślałam o sobie za lat kilka, wiedziałam, że czeka mnie dyżurowanie. Raczej od zawsze zakładałam, że będę robić specjalizację z czegoś, co wymaga tzw. „brania dyżurów” i zostawania w pracy na 24h. Nie miałam pojęcia, że rzadko kończy się to na 24 h… Lubię pracę lekarza, choć system, w którym przyszło  funkcjonować  i kształcić się do zawodu nie jest przyjazny. Mam wrażenie, że eksploatacja lekarzy trwa w najlepsze i nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, że może mniej zajechani posłużmy światu i ludziom dłużej, lepiej, skuteczniej. Myślę, że prędzej czy później mój organizm sam powie stop. No dobrze, ale dość narzekania, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Kocham moją pracę i prędzej zmienię kraj niż zawód. Czytaj dalej

Focaccia z morelami, migdałami i rozmarynem. Idealna!

_1030664

Ostatnimi czasy na blogu zrobiło się na wskroś włosko. Gnocchi, Aglio Olio e Peperonciono… Wszystko, co we włoskiej kuchni najlepsze. Lato nas nie rozpieszcza w tym roku, więc funduję sobie jego namiastkę poprzez jedzenie.  Kocham kuchnię włoską za prostotę, smak  i to, że jest tak przyjazna dla roślinożerców. Nie umiem żyć bez makaronu i pizzy, ale jednocześnie mam wobec włoskiego jedzenia bardzo wysokie wymagania. Nie uznaję kompromisów.

Focaccie piekłam chyba milion razy, ale po raz pierwszy w życiu podeszłam do tematu profesjonalnie. Lubię, gdy ciasto jest cienkie, niemal jak pizza. Przygotowanie mojej focacci zajęło mi praktycznie dwa dni, ale spokojnie, nie panikujcie, nie zamykajcie wpisu,  ale doczytajcie do końca. Może przekonam Was, że warto poświęcić jedzeniu nieco więcej uwagi. Chociażby od czasu do czasu. Oczywiście przygotowanie mojej focacci nie polegało na tym, że stałam na michą, przez 24 h. Przeciwnie. Nie jest to jednak wypiek w stylu muffinów, gdzie od idei pieczenia do gotowych ciastek droga jest raczej prosta  i krótka.  Tutaj, zanim skosztujemy efektów naszej pracy musimy wykazać się cierpliwością… Czytaj dalej

Viva Italia: Spaghetti Aglio Olio e Peperoncino

_1030203

Pogoda w lipcu nas nie rozpieszcza. Letnie sukienki smucą się na wieszakach, a ja wciąż odkładam zakup nowego stroju, bo i po co?  W zasadzie chciałoby się rzec „w lipcu jak  w garncu”, albo „lipiec plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata”. Bez rymów brzmi to bezsensownie, choć w zasadzie zgadza się. Patrząc za okno, jadąc w deszczu rowerem lub przemykając przez kałuże podczas spaceru z Malaiką, tęsknię za włoskimi wakacjami i smakami, które kojarzą mi się w wyjazdami na południe Europy. Na przekór pogodzie, korzystając z sezonu, smażę pomidory, polewam oliwą z oliwek i posypuję bazyli i piekę aromatyczne focaccie z letnimi owocami i ziołami. Jako przekąskę przygotowuję ukochane bruschetty i w zasadzie mogłabym tak jeść przez większą część lata.  Czytaj dalej