Wypieki i słodycze

Sezamowe ciastka żytnie z czekoladą

P1180155

Ostatnimi czasy bardzo rzadko weganizuję znane lub znalezione w sieci przepisy. Jak już szukam jakiś nowych pomysłów to w oceanie receptur, które krążą po sieci, od razu poszukuję takich, które z założenia są roślinne. W zasadzie teraz do czegokolwiek nie dopiszemy określania veganmożemy być pewni, że każda wyszukiwarka podsunie nam masę pomysłów na wybrane danie. Kiedyś było nieco trudniej i sporo wymyślałam sama. Obecnie, nawet jak wydaje mi się, że mam genialny pomysł na wegańską wersję jakiegoś klasyku, googlując szybko przekonuję się, że ten genialny pomysł miało średnio ze 100 osób w różnych zakątkach świata. Globalizacja umysłów. Niemniej zdarza mi się trafić na jakiś przepis, który koniecznie chcę wypróbować, ale muszę pokombinować trochę ze składnikami, aby był roślinny. Tak było z tymi ciastkami. Czytaj dalej „Sezamowe ciastka żytnie z czekoladą”

Lunch/obiad

Wegański bekon i nowojorska kanapka BLT (TLT)

P1180077

Amerykanie umieją w kanapki, a październikowy urlop z USA utwierdził mnie w tym przekonaniu. Kanapkowe propozycje z nowojorskich Orchard Grocer czy Cinnamon Snail trudno zapomnieć, tak sam zresztą, jak nowoorleańskie śniadania w Breads on Oak czy Po’boy, który już zawsze będzie kojarzyć mi się z Luizjaną. Myślę, że sporo zamieszania wprowadza język. Z reguły uczymy się na angielskim, że kanapka to sandwich, ale sandwich to coś więcej niż polska kanapka. Polskiej kanapce, z uwagi na sposób przygotowania i ilość składników bardzie, należy się określenie toast. Sandwich jest po prostu dużo bogatszy w składniki i sosy.  Często to, co w Stanach zamawiałam pod nazwą sandwich, w Polsce byłoby nazwane burgerem.

Czytaj dalej „Wegański bekon i nowojorska kanapka BLT (TLT)”

Lunch/obiad, Weganie na wakacjach

Reuben z tempehem

P1180245

Podobno Nowy Jork albo się kocha, albo nienawidzi. Pomimo, że przed wyjazdem do największego miasta Stanów Zjednoczonych słyszałam totalnie skrajne opinie na jego temat, czułam pod skórą, że się polubimy i nie myliłam się w ogóle. Może nie jest to miejsce, w którym chciałabym zamieszkać i żyć, choć nie obraziłabym się, gdybym miała kiedyś okazję spędzić tam kilka tygodni lub miesięcy. Fajnie byłoby naprawdę dobrze poznać miasto, więc jestem pewna, że jak tylko nadarzy się okazja wrócę tam i to nie raz. Nie zachwycił mnie Time Square czy Wall Street, ale widok ze 108. piętra  Empire State Building robi na człowieku wrażenie. Dobrze czułam się na Brooklynie, w Central Parku, Bryant Parku czy Prospect Parku, w okolicach którego zamieszkaliśmy. Podobały mi się muzea, galerie, sklepy z książkami. Miło spacerowało się po Greenwich Village czy Williamsburgu, ale dobrze wspominam też Harlem czy Queens, który kojarzył mi się gównie z hip-hopowymi klipami. W naszych nowojorskich wędrówkach dotarliśmy nawet na Bronx, gdzie turyści raczej nie zaglądają, ale jak pominąć 1520 Sedgwick Avenue, czyli miejsce, gdzie narodził się hip-hop?

Dotychczas nie przygotowałam subiektywnego przewodnika po mieście, żadnego poradnika podróży, ani nawet wegańskiej mapy miejsc, gdzie polecam zjeść, ale Nowy Jork mnie przerósł. Nie byłam w stanie tego streścić. Może teraz, gdy od powrotu minęło kilka miesięcy, a ja nie czuję się tak przesycona informacjami, uda mi się zebrać te, które według mnie są naprawdę przydatne i pokażę Wam trochę Nowy Jork moimi oczami? Kto wie? Czytaj dalej „Reuben z tempehem”