Tofurnik na zimno z karmelizowanym rarbarem

_1100727

Z moją Mamą łączą mnie nie tylko więzy krwi, podobieństwo,  przez które nawet jak czasami by chciała to raczej by się mnie nie wparła. Łączy mnie zawód. Mama przepytywała mnie z anatomii na początku studiów, uczyła praktycznego podejścia do farmakologii,  była konsultantką w sprawie pytań z pediatrii i medycyny rodzinnej przed egzaminem. Nauczyła osłuchiwać serce, płuca, badać brzuch, pobierać krew, pisać recepty. Pokazała ciekawe zdjęcia RTG, szkarlatynę, ospę, różę, rumień guzowaty i inne choroby, które nie zawsze udało się zobaczyć podczas zajęć na studiach.

_1100732

Mama nauczyła mnie miłości i szacunku do pracy, dzięki której nasze życie jest wartościowsze, ciekawsze, dzięki której nigdy nie przestajemy się uczyć i rozwijać. To jedna z ważniejszych lekcji. Czasami praca musi być najważniejsza.

Mama dała mi sporo lekcji, doskonale wiedząc, kiedy należy mną potrząsnąć, abym wzięła się w garść, a kiedy przytulić i utwierdzić w przekonaniu, że jestem super i wszystko będzie dobrze. Właściwie, to myślę, że nieustannie to dla mnie robi.

Pamiętam studenckie praktyki wakacyjne po pierwszym roku. Praktyki pielęgniarskie na oddziale opieki paliatywnej. Zajmowałam się wówczas starszymi ludźmi z rozmaitymi schorzeniami: nowotworami, Alzheimerem, Parkinsonem. Pamiętam schorowaną i całkowicie samotną staruszkę, która po dość długim pobycie na oddziale była wypisywana do domu opieki społecznej. Na dzień przed wypisem okazało się, że nasza pacjentka nie ma nic. Żadnych osobistych rzeczy. Absolutnie nic. Wróciłam do domu po praktykach i opowiedziałam to Mamie. Przejęła nas jej historia. To, co zrobiła moja Mama, było dla mnie jedną z lepszych  i ważniejszych lekcji nie tylko człowieczeństwa, ale również bycia lekarzem. Mama wzięła jedną z zalegających toreb i przejrzała naszą rodzinną garderobę i przygotowała wyprawkę dla tej biednej staruszki. Do dziś pamiętam tę starszą panią, którą zabiera transport medyczny z oddziału, a ona siedzi na wózku, podekscytowana jakby jechała na wczasy i ściska na kolanach torbę przygotowaną przez moją Mamę.

Mama nauczyła mnie bycia człowiekiem i tego, że jeżeli ma się możliwości to nie tylko warto, ale trzeba pomagać. To jest nasz, już nie powiem jaki, obowiązek. Więc pomagam. Najlepiej jak tylko potrafię i temu pomaganiu dedykuję moje życie.

_1100734

Ciasto bez glutenu, bez cukru, ale na szczęście nie bez smaku. Pyszne i delikatne. W dodatku nie trzeba odpalać piekarnika, żeby je przygotować, bo to ciasto – tofurnik na zimno. Na dobrą sprawę bliżej mu do ptasiego mleczka niż do tofurnika. Jak zwał, tak zwał. Grunt, że jest smaczne. Składniki jeszcze kilka lat temu wydałyby mi się nieco wydumane i byłoby mi głupio  zachęcać Was do przygotowywania ciasta trudnego i drogiego w produkcji. Teraz składniki dostaniecie w sieciach popularnych dyskontów. Co ważniejsze w przystępnych cenach, a jak załapiecie się na jakąś fajną promkę to już w ogóle! Tofurnik na zimno z karmelizowanym rabarbarem to moja druga, po pralinkach nadziewanych masłem orzechowym i daktylami słodka propozycja na Dzień Matki.

_1100772

Składniki:

  • 3 kostki tofu naturalnego (3x180g)
  • 400 ml mleka kokosowego z puszki lub kartonika ( średnio gęste)
  • 160-200 g jogurtu kokosowego plantOn lub sojowego (najlpeiej bez dodatku cukru)
  • sok i starta skórka z jednej cytryny
  • sok i starta skórka z jednej małej pomarańczy
  • ziarna z laski wanilii lub łyżka ekstraktu waniliowego lub łyżeczka cukru waniliowego
  • 150 ml syropu klonowego lub innego słodu
  • 2 łyżeczki agaru (dostępny  supermarketach i sklepach ze zdrową żywnością)

 

  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka wody różanej (opcjonalnie)
  • 5 łyżek syropu klonowego
  • sok z 1 małej pomarańczy
  • 2 łodygi rabarbaru, obrane i pokrojone 1 cm kawałki

Tofu mielimy w blenderze z sokiem i skórkami z cytrusów, syropem klonowym oraz jogurtem kokosowym lub sojowym.  Odstawiamy. W rondelku podgrzewamy mleko kokosowe, wanilię i agar. Gdy zacznie bulgotać natychmiast zestawiamy z gazu. Łączymy ze zmielonym tofu i blendujemy na gładko.

Foremkę do ciasta – tortownicę wykładamy folią spożywczą lub papierem do pieczenia. Wlewamy naszą masę. Zostawiamy na blacie do wystygnięcia,  a następnie wkładamy do lodówki najlepiej na całą noc – dobę, do całkowitego zastygnięcia. Na 30-40 minut przed podaniem można schłodzić w zamrażarce.

Przygotowujemy rabarbar:

Na patelni rozgrzewamy olej, dodajmy sok z pomarańczy i wodę różaną (opcjonalnie). Gotujemy przez 2-3 minuty na średnim ogniu. Wlewamy syrop klonowy. Ponownie gotujemy razem 2-3 minuty. Następnie wsypujemy rabarbar, mieszamy i dusimy razem około 5 minut. Mieszamy raz po raz. Gotowe.

Schłodzony tofrunik podajemy z karmelizowanym rabarbarem. Smacznego!

_1100756

_1100765

2 uwagi do wpisu “Tofurnik na zimno z karmelizowanym rarbarem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s