Dyniowa chałka. Idealna. Roślinna

_1050521

Gdybym miała wymienić 10 ulubionych przepisów, dyniowa chałka znalazłaby się pewnie w czołówce. Na podium. Choć staram się nie dublować przepisów, które publikuję na blogu, jestem przekonana, że są takie, do których wrócić się powinno. Odświeżyć, odkurzyć, przygotować nowe, piękne zdjęcia. Podobnie mam z filmami. Choć już dawno obejrzane, wracam do niektórych produkcji z ogromną  przyjemnością. Nieraz dlatego, że kojarzą mi się z dobrym okresem w moim życiu, a czasami z powodu mądrości i wskazówek, które w sobie niosą, a których w danej chwili szukam. Innym razem, aby się pośmiać. Tak najzwyczajniej w świecie. Każdy fan czy fanka serialu „Przyjaciele” na pewno cierpi na tę przypadłość. Ilekroć słyszy dialogi bohaterów serialu, śmieje się z nich tak samo, jak gdyby słyszała je po raz pierwszy.  A może nawet i bardziej?  Czytaj dalej

Roślinne naleśniki po rusku

_1050187

Przeglądając ostatnio folder ze zdjęciami jedzenia natknęłam się na naleśniki po rusku, które jedliśmy kilka ładnych tygodni temu. Na jednym ze zdjęć widać, że mam jeszcze rękę w gipsie, więc musiało minąć już trochę czasu. Jak to możliwe, że przez te wszystkie lata (8!) przepis nie znalazł się jeszcze na blogu? Przecież jest genialny! Prostszy i mniej pracochłonny niż pierogi, a konkurencyjnie pyszny. Postanowiłam naprawić swój błąd i od razu z góry przepraszam za to niedopatrzenie. Czytaj dalej

Sok jabłko-mięta i reszta

_1050082

Bardzo rzadko publikuję przepisy na soki, ale jest to Wasza wina! Oczywiście żartuję, choć w dużej mierze treści, które pojawiają się na blogu, wynikają z mojej może niezbyt dokładnej, ale zawsze analizy statystyk na blogu. Sprawdzam co czytacie najchętniej oraz do jakich wpisów powracacie najczęściej. W końcu jestem tutaj przede wszystkim dla Was, a dopiero później dla siebie. Czytaj dalej

Wegańskie langosze, czyli słynny węgierski przysmak w wersji roślinnej

_1050262

Na Węgrzech byłam lata temu. Tak dawno, że większość wspomnień widzę jak przez mgłę. Jednak nie smaki. Smaki zawsze wracają do mnie z równie intensywną siłą, jakbym zwiedzała Eger czy Budapeszt miesiąc temu. Świat odbieramy poprzez zmysły. To chyba dla wszystkich oczywiste. Zmysł wzroku mam zdecydowanie słabszy niż smaku czy węchu, które nota bene są bardzo ze sobą powiązane. Wzrok? Jestem okularnicą i biorę to na swoje usprawiedliwienie.  Czytaj dalej

Koktajl na przebudzenie

_1050107

Poranne wstawanie to zawsze będzie moja największa zmora. Jestem typem sowy i potrafię pracować do bardzo późnych godzin nocnych, ale nie znoszę wstawania. Patrząc na moją rodzinę jestem niemal w 100% pewna, że to genetyczne.

Nie chodzi o spanie do południa, ale o spokojny sen, a późnej czas na rozbudzenie się poprzez porządne śniadanie, przejrzenie wiadomości, pogadanie z partnerem. Celebrowanie poranków.   Oczywiście na co dzień wygląda to tak, że ustawiam budzik na godzinę, która powinna dać mi czas na śniadanie i ogarnięcie się bez pośpiechu przed wyjściem z domu, a w rzeczywistości włączam drzemkę w telefonie i śpię w opór, a potem biegam po mieszkaniu jak w amoku, próbując ogarnąć nieco swoją roztrzepaną osobę. Śniadanie? Priorytetem staje się przygotowanie jedzenia do pracy, dlatego w najlepszym przypadku udaje mi się zjeść co najwyżej koktajl.  Czytaj dalej

Jeżynowe knedle z tofu i ziemniaków

SAM_2257.JPGWypad na wieś zawsze obfituje w pyszne owocowe i warzywne prezenty. Tutaj można czerpać z darów lata pełną garścią. Koniec sierpnia i wrzesień to jeżyny, maliny, śliwki i jabłka.  W lesie pojawiają się już jesienne grzyby, więc oprócz kurek przynosimy do domu prawdziwki, podgrzybki i kozaki.

Szłam ostatnio przez las z tatą i pomyślałam, że to duże szczęście, że jako dziecko i nastolatka wychowywałam się w takiej bliskości z naturą, że doświadczyłam dzięki temu czegoś, co dla wielu osób nigdy nie będzie zrozumiałe. Znam się na gatunkach drzew, umiem zbierać grzyby i mam ogromny respekt do przyrody. Jestem w pełni świadoma jej piękna, ale też siły. Czytaj dalej