Poptarts, czyli kruche ciastka z nadzieniem wiśniowym

P1030769.JPG

I pomyśleć, że jako dziecko nie lubiłam wiśni. Wszystko, co wiśniowe i z wiśniami było złe. Dorosłam i zmieniłam gusta. Nie dość, że już nie odrywam lalkom głów, ba, już w ogóle nie bawię się lalkami, to na dodatek pokochałam wiśnie i wszystko, co się z nimi łączy. Wygląda na to, że ludzie jednak się zmieniają… Podobnie zresztą miałam z czerwoną porzeczką.  Mówiąc delikatnie nie przepadałam za jej smakiem, a teraz go uwielbiam,  zwłaszcza w wypiekach i ciastach.

P1030776.JPG

P1030746.JPG

Z porzeczką łączy się też pewna historia. W podstawówce, podczas wakacji postanowiłam zrobić interes życia, usamodzielnić się i wreszcie wyjść w życiu „na prostą”. Wychowywałam się na wsi, więc w sezonie wakacyjnym można było dorabiać zbierając owoce lub runo leśne. Zachęcona opowieściami koleżanek, wybrałam się wraz z młodszą siostra na zbiór porzeczek. Oczami wyobraźni widziałam już wszystko, w co zainwestuję moje ciężko zarobione pieniądze.

Rano, po śniadaniu ruszyłyśmy z siostrą do naszej pierwszej pracy. Byłyśmy najmniej wydolne na całym polu. Zbiór owoców szedł nam koszmarnie, ale nie było w tym naszej winy. Winne były osy, które bezczelnie złożyły gniazdo na niemal każdym krzaku. Wychowana na filmie „Moja dziewczyna”, gdzie Thomas, przyjaciel Vady umiera pogryziony przez osy czy szerszenie (nie pamiętam dokładnie) miałam w głowie jedno hasło: „śmiertelne zagrożenie”… Teraz się z tego śmieję, ale patologiczny wręcz lęk przed śmiercią towarzyszył mi całą podstawówkę. Myślę, że miałam więcej egzystencjalnych rozkmin niż moi rówieśnicy. Obsesyjnie bałam się jadowitych owadów, żmij oraz chorób  – z rakiem i AIDS na czele. Nie za bardzo zastanawiały mnie statystyki i to, jak niewielkie szanse na to, że wbije mi się w stopę igła jakiegoś ćpuna na wsi na której mieszkałam, miałam. Wydawało mi się również wielce prawdopodobne, że zbierając poziomki nadepnę na żmiję zygzakowatą. O moich wszystkich lękach mogłabym napisać książkę, z tym, że raczej nie cieszyłaby się popularnością, więc wrócę do historii o porzeczkach. Wyglądało to mniej więcej tak, że gdy tylko zebrałam garść, odkrywałam gniazdo os w środku krzaka i przenosiłam się w inne miejsce. Zbierałyśmy z siostrą porzeczki od samego rana do wczesnych godzin popołudniowych, a dokładnie do czasu, gdy przyszła burza.  Wszyscy, na czele z nami skryli się pod konarami ogromnego drzewa w pobliżu pola porzeczek. Wtedy własnie nadjechali rodzice, wpakowali nas do samochodu i pojechałyśmy do domu na obiad. Zarobiłyśmy razem dwanaście polskich złotych, co dało nam zawrotna sumę około 1 zł za godzinę na głowę. Już nigdy nie poszłyśmy „na porzeczki”. Kolejnej pracy podjęłam się dopiero na studiach i długo żyłam w przekonaniu, że jeżeli coś będzie nie tak to przecież przyjadą rodzice i zabiorą mnie do domu. Życie zweryfikowało wiele spraw. Okazało się, że możesz zajechać się pracą i nikt nie przyjdzie cię uratować. Usłyszysz co najwyżej: nikt nie obiecywał, że będzie lekko. To wszystko. Radź sobie sama, dziewczynko.

To też radzę sobie jak mogę. Najlepiej wychodzi mi to w kuchni. Stres i pustka  głowie? Gotuję. Sukcesy? Gotuję. Jedzenie jest dobre na wszystko.

P1030788.JPG

Poptarts, czyli kruche nadziewane ciastka to coś, co widuję często na instagramach prowadzonych przez moją kulinarną miłość: Isę Chandrę Moskowitz. W końcu przygotowałam je we własnej kuchni i odpadłam. Proste i uniwersalne. Wrócę do nich nie raz, w końcu mam milion wersji do przetestowania, bo pomysłów na nadzienie mi nie brakuje.

P1030728.JPG

P1030732.JPG

Składniki:

  • 1/2 szklanki oleju, schłodzonego przez godzinę w lodówce
  • 100 ml mleka kokosowego
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • nasiona z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • szczypta soli
  • 2 i 1/4 szklanki mąki pszennej lub orkiszowej
  • ok. 250-300 g wiśni
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • szczypta cynamonu

Olej mieszamy z mlekiem kokosowym i siemieniem lnianym. Odstawiamy na 10 minut. Dodajemy szczyptę soli, proszek do pieczenia i stopniowo wsypujmy mąkę. Ugniatamy na jednolite, gładkie, plastyczne ciasto. Jeżeli jest zbyt suche możemy dodać odrobinę mleka roślinnego, jeżeli zbyt mokre – mąki. Ciasto odkładamy zawinięte w folię spożywczą do lodówki. W tym czasie drylujemy wiśnie. Odsączamy na sicie, a następnie przekładamy do miski,mieszamy z cynamonem i mąką ziemniaczaną.

Wyciągamy ciasto z lodówki. Dzielimy na 2 części, rozwałkujemy na prostokąty o wymiarze około 30 cm x 22 cm. Długość 22 cm przecinamy  na  pół, długość 30 cm dzielimy na 4 części po ok.7,5 cm. Na wycięte prostokąty nakładamy wiśnie (3-4 sztuki na ciastko)  i  przykrywamy drugim prostokątem.  Ranty  ciastek przyduszamy widelcem. Docinamy nożem (ja używam takiego do pizzy) nierówne boki. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy przez około 15-20 minut  w temp.180 st.C do czasu, aż staną się złoto-brązowe. Gotowe ciastka studzimy na kratce. Jeszcze gorące smarujemy gęstym lukrem z soku z cytryny i cukru pudru. ( Na sok z około 1/2 cytryny przypada 6-7 łyżek cukru pudru).

Gotowe!

P1030744.JPG

P1030796.JPG

3 thoughts on “Poptarts, czyli kruche ciastka z nadzieniem wiśniowym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s