Mój nowy pomysł na marynowany tempeh

img_0134

Czym jest tempeh wierni czytelnicy i czytelniczki bloga pewnie wiedzą, bo nie raz mogliście przekonać się, że jest to stały składnik mojej roślinnej kuchni. Pamiętam czasy, kiedy przywoziłam go z Berlina. Niejednokrotnie czułam się jak jakiś wariat, kiedy współpasażerowie w pociągu ze zdziwieniem odkrywali zawartość pudła, które wiozłam ze sobą do Polski, pełnego tofu, margaryny Alsan i tempehu właśnie. Tymczasem ja przemycałam wegańskie rarytasy dla połowy wegańskiego Poznania. 

Obecnie nie ma już takiej potrzeby, bo właściwie wszystkie te produkty są dostępne od ręki. Po Alsan sięgam od czasu do czasu, bo fajnie sprawdza się w kruchych ciastach i ciastach, choć nie jest nie do zastąpienia. Natomiast tofu i temeph pojawiają się średnio raz na kilka dni, a czasem i częściej. Z tych dwóch sojowych produktów chyba jednak wolę tempeh, choć oczywiście w tofurnikach to tofu jest niezastąpione i choć bezserniki na bazie kaszy jaglanej czy orzechów są fantastyczne, to jednak tofurnik to tofurnik – dobrze przygotowany nie ma sobie równych.

Tempeh, czyli najprościej mówiąc fermentowana soja, którego proces produkcji jest na tyle żmudny i zawiły, że nie zamierzam Wam go streszczać, choć uprzedzam lojalnie, że wiem na czym polega ( tak, interesowałam się 😉 ), doczekał się swoich producentów nad Wisłą. Ja sama najczęściej sięgam po ściśle lokalny Merapi Tempeh. Coraz częściej pojawia się też u nas fantastyczny tempeh od Veganise Food, który możecie zamówić przez stronę internetową. Polecam.

Tempeh ma jeszcze jedną, ważną dla mnie zaletę i przewagą nad tofu. Z powodzeniem można go mrozić, bez wpływu na konsystencję, wygląd i wartości odżywcze.

img_0108

Tempeh przygotowuję na rozmaite sposoby. Pojawia się jako część dania, przerabiam go na kotlety do burgerów i pulpety. Kombinuję jak mogę poszukując najlepszego połączenia. Choć zazwyczaj i tak kończy się na zamarynowaniu i upieczeniu lub usmażeniu pokrojonego w paski tempehu i zjedzeniu go jako dodatek do kanapek na drugie śniadanie czy kolację.

Moja dzisiejsza marynata wydać może się nieco skomplikowana, bo mamy tu pastę z tamaryndowca i srirachę. Od razu uprzedzam pytania o zastępniki – zamiast tamaryndowca możecie użyć musu jabłkowego, nawet takiego ze słoiczków dla niemowlaków, a srirachę zastąpcie dowolnym sosem chilli. Jednak chciałabym Was namówić, żebyście  zaopatrzyli się w te dwa składniki, bo używa się ich w codziennej kuchni w naprawdę niedużych ilościach, mogą tygodniami stać w lodówce, a sprawdzą się za każdym razem, gdy będziecie chcieli przygotować jakieś rarytasy kuchni tajskiej. Znajdziecie je w dobrze zaopatrzonych marketach, w dyskontach spożywczych, w trakcie trwających tam tygodni tematycznych oraz oczywiście w sklepach z kuchnią świata oraz internetowych.

Dobra marynata powinna składać się z czegoś słonego, czyli u mnie jest to sos sojowy, słodkiego, czyli tamaryndowca oraz kwaśnego – tutaj jest to ocet, ale można sięgnąć po sok z cytryny lub limonki. Pozostałe składniki, czyli zioła, przyprawy i inne dodatki to pełna dowolność i można kombinować w nieskończoność w zależności od upodobań, podniebienia, humoru czy dostępnych pod ręką składników.

Jak zwykle rozpisałam się. O dziwo nie piszę o sobie, a jedzeniu, niemniej jednak kończę te wywody i zapraszam do marynowania.

Składniki:

  • 200 g tempehu naturalnego
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka octu ryżowego lub jabłkowego
  • 2 obrane i rozgniecione nożem ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżeczka pasty z tamaryndowca
  • kilka kropli srirachy
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • 2 łyżki oleju sezamowego (można zastąpić każdym innym)
  • olej do smażenia

Tempeh pokroić w paski około 4-5 mm.

Pozostałe składniki umieść w miseczce i dokładnie wymieszaj lub przełóż do słoika, zakręć i porządnie wstrząśnij. Powstały sos ma być jednolity, poza pływającym w nim czosnkiem. Tempeh układaj w małym pojemniku, przekładając niewielką ilością marynaty. Przemieszaj delikatnie, chociażby potrząsając pojemnik, aby marynata równomiernie pokryła tempeh. Marynuj od min. 2 do max. 24 godzin. Na patelni rozgrzej niewielką ilość oleju i smaż plastry tempehu na złoty kolor z obu stron. Zajadaj na ciepło lub zimno, jako dodatek do kanapek.

img_0116

img_0120

3 thoughts on “Mój nowy pomysł na marynowany tempeh

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s